skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Dać cząstkę siebie Iwona Czarniak

Miałam problemy i ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, teraz ja mam czas i mogę komuś pomóc. Zrobić coś dla innych, nie za pieniądze, ale tak od serca. Ktoś potrzebuje pomocy, jest akcja, włączam się w nią i to mnie wciąga. To jest to, co chcę robić.

Są różne formy wolontariatu, bo pomagać można na wielu płaszczyznach życia. Skupmy się jednak na działalności na rzecz osób niepełnosprawnych.
Osoba, która z jakichś powodów traci pełną sprawność, zazwyczaj jest zagubiona i trudno jej się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nawet najlepszy lekarz nie jest w stanie wskazać swojemu pacjentowi dalszej drogi, jaką teraz niewątpliwie będzie musiał kroczyć.
Stowarzyszenia zrzeszające osoby niepełnosprawne starają się pomagać tym, którzy wchodzą w ten nietypowy etap życia. Praca tych organizacji opiera się głównie na działalności społecznej. Wskazanie form rehabilitacji oraz ich celowość, dzielenie się praktycznymi sposobami na pokonywanie barier, pomoc np. w robieniu zakupów lub zwyczajna rozmowa, to tylko niewielka cząstka tego, czym zajmują się ci, dla których liczy się człowiek.
Działalność społeczna pochłania dużą część prywatnego czasu i nie mylę się chyba, twierdząc, że prawie każdy podejmujący się jej robi to ze świadomością, że będzie musiał czasem zrezygnować z odpoczynku. I że nie tylko trzeba iść z proszącym nas niepełnosprawnym do lekarza lub urzędu, ale bywa też tak, że ktoś nie radzi sobie na daną chwilę z otaczającą go rzeczywistością, nie ma z kim porozmawiać, więc dzwoni, mimo że jest niedziela. Taka rozmowa jest ważna, więc sprawy prywatne schodzą na dalszy plan, a rozmowa trwa niekiedy pół godziny lub więcej.
Czy taka aktywność jest doceniana? Dlaczego po jakimś czasie gaśnie zapał, a niektórzy się po prostu wypalają?
Gros korzystających z tej formy pomocy docenia zaangażowanie i wsparcie, są jednak i tacy, którzy z czasem uważają ją za coś naturalnego, coś, co się im należy. W naszym społeczeństwie, nie tylko w środowisku osób niepełnosprawnych, są tacy, którym nie mieści się w głowie, że ktoś może robić coś bezinteresownie, tak z potrzeby serca. Padają oskarżenia o pobieranie wynagrodzenia przez wolontariuszy, no bo „przecież nikt nic nie robi za darmo”.
Zdarza się, że działający na rzecz osób niepełnosprawnych zostanie dostrzeżony przez media i ukaże się wzmianka w prasie, a natychmiast można usłyszeć komentarze typu „ten to ma parcie na szkło” lub „ale gwiazdorzy”.
Warto wspomnieć w tym miejscu o etatowych pracownikach stowarzyszeń: są to często osoby niepełnosprawne, które pobierają niewielkie pensje, są zatrudnione na pół etatu, a ich praca wykracza daleko poza ich obowiązki. Nierzadko zadania służbowe trzeba wykonywać w domu. Praca jest najlepszą formą rehabilitacji, więc warto ją cenić. Umożliwia kontakt z ludźmi i choć dużą jej część pracownicy wykonują nieodpłatnie w swoim wolnym czasie, nie narzekają.
Ktoś może powiedzieć: po co angażować się w coś, co nie przynosi dochodu, a przy tym jest tyle przykrych sytuacji?
Odpowiedź jest prosta – uśmiech osoby, której pomogliśmy i zwykłe „dziękuję” są bezcenne. Dobry uczynek potrafi przynieść radość nie tylko temu, kogo wspieramy, ale i nam samym, dlatego warto dawać cząstkę siebie innym!