skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Sport

Szachy – sport dla wszystkich Ryszard Bernard

To miara intelektu, wojna rzeźbiona w drewnie, poufna rozmowa bez słów – oto jak pięknie definiuje się grę w szachy. Choć współcześnie jest tak wiele innych sposobów na spędzenie długich zimowych wieczorów, wiele osób, również w naszym gronie, gra w szachy namiętnie i podpisałoby się pod tymi określeniami obiema rękami.

Gra w szachy w środowisku osób niewidomych ma bogatą tradycję. W 1948 roku, z inicjatywy angielskiego szachisty Bonhmana, powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Szachistów Niewidomych (IBCA). Kilka lat później i w Polsce rozpoczęły się oficjalne rozgrywki w tym środowisku. W 1952 roku w Bydgoszczy rozegrano pierwsze mistrzostwa kraju. Zwyciężył w nich Henryk Cywiński. Ten sam zawodnik powtórzył sukces w dwóch kolejnych mistrzostwach. Jego „zmiennikiem” okazał się Jerzy Brycki, który trzykrotnie triumfował w latach 1955–1957. Polscy niewidomi i słabowidzący szachiści włączyli się szybko w cykl rozgrywek międzynarodowych organizowanych przez IBCA. Były to olimpiady szachowe oraz indywidualne mistrzostwa świata mężczyzn. Pierwsze nasze starty w tych imprezach przynosiły skromne rezultaty. Polacy kończyli imprezy w środku stawki. Przełom nastąpił w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Najpierw w 1985 roku reprezentacja Polski (Piotr Dukaczewski, Jerzy Januszewski, Roman Walisiak, Jan Tatarczak) wywalczyła brązowy medal na olimpiadzie niewidomych w Benidorm (Hiszpania). Rok później Piotr Dukaczewski na indywidualnych mistrzostwach świata w Moskwie wywalczył drugie miejsce, ustępując Rosjaninowi Kryłowowi tylko punktacją pomocniczą. W tymże roku na pierwszych indywidualnych mistrzostwach świata kobiet niewidomych w niemieckim Bad Liebenzell zdecydowanie triumfowały Polki. Zwyciężyła Teresa Dębowska przed Krystyną Perszewską. Od tego czasu medalowe miejsca Polaków i Polek stały się normą. W kobiecych rozgrywkach obok Teresy Dębowskiej medale zaczęła kolekcjonować młodziutka Anna Stolarczyk. W mistrzostwach Europy mężczyzn w 1999 roku w Krynicy Górskiej zdobywcą złotego medalu został Tadeusz Żółtek. Sukces ten powtórzyli Piotr Dukaczewski (Rodos 2011) oraz Marcin Tazbir (Lyon 2015). W mistrzostwach świata po kilku kolejnych tytułach wicemistrzowskich Piotra Dukaczewskiego doczekaliśmy się złotego medalu. Wywalczył go Jacek Stachańczyk w 2014 roku w Katerini (Grecja). Sukcesy Jacek Stachańczyk i Marcin Tazbir odnieśli w ostatnim cyklu rozgrywek. Mamy więc w swoim gronie aktualnego mistrza świata i mistrza Europy.

W grupie mistrzów
Podobne sukcesy odnieśliśmy w rozgrywkach drużynowych. Po świetnym wyniku na olimpiadzie w Benidorm Polska reprezentacja wywalczyła srebrny medal w pierwszym Pucharze Świata, który zorganizowany został w Segovii w 1990 roku. Ustąpiliśmy tam tylko zdecydowanemu liderowi, jakim był w tamtych czasach Związek Radziecki. Po rozpadzie ZSRR na arenach międzynarodowych poza Rosją pojawiły się silne zespoły Ukrainy i Białorusi. O medale było trudniej. W 1998 roku podczas Pucharu Świata w hiszpańskim Logrono Polska zdobyła wprawdzie tylko brązowy medal, ale po raz pierwszy w bezpośrednim meczu pokonała drużynę Rosji. Była to pierwsza porażka Rosjan w całej historii rozgrywek drużynowych! Sukces ten Polska powtórzyła na Olimpiadzie IBCA w 2000 roku w Kościelisku, chociaż na mecie musiała się zadowolić drugim miejscem. Odtąd Rosjanie z dużym respektem podchodzili do meczów z Polską. Dodam, że powtórzyć osiągnięcie Polaków udało się reprezentacji Ukrainy dopiero 20 lat później… Lista drużynowych sukcesów jest bardzo długa. Wymienię tylko najważniejsze: złoty medal w Pucharze Świata w Gelsenkirchen w 2001 roku. Drużyna w składzie: Piotr Dukaczewski, Ryszard Suder, Tadeusz Żółtek, Rafał Gunajew i Tomasz Wolak po raz pierwszy w końcowej tabeli była przed Rosjanami. Złoto wywalczyliśmy także (pod nieobecność Rosjan) w Pucharze Świata w greckiej Eretrii w 2005 roku (Piotr Dukaczewski, Tadeusz Żółtek, Ryszard Suder, Rafał Gunajew i Zdzisław Wojcieszyn). Największym jednak sukcesem był polski triumf na olimpiadzie IBCA w Tarragonie w 2004 roku. Wystąpiliśmy tam w identycznym składzie jak w Gelsenkirchen i minimalnie wyprzedziliśmy Rosjan (w bezpośrednim meczu był remis). I wreszcie najnowsze osiągnięcie: na pierwszych drużynowych mistrzostwach Europy (Warszawa 2016) Polska zdecydowanie zajęła pierwsze miejsce, wygrywając wszystkie mecze! Wśród pokonanych znalazły się Ukraina i Rosja. Skład zwycięskiej ekipy był następujący: Marcin Tazbir, Marek Maćkowiak, Adam Czajkowski, Ryszard Suder i Tadeusz Żółtek. Przy okazji małe wyjaśnienie: olimpiady szachowe IBCA i puchary świata niewidomych są w istocie podobnymi drużynowymi mistrzostwami świata rozgrywanymi na czterech szachownicach. Jedyna między nimi różnica jest taka, że na olimpiadach mogą grać wszystkie zainteresowane państwa (ich liczba waha się ostatnio w granicach 30), natomiast na Puchar Świata zapraszana jest elita (8–12 reprezentacji). W szachowym świecie ranga olimpiady jest trochę wyższa.

Kodeks gry
W 1991 roku powstało Stowarzyszenie Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących „Cross”. Głównym inicjatorem tej organizacji i pierwszym prezesem był Tadeusz Milewski. Szachiści mieli do tej pory dobrą opiekę ze strony Polskiego Związku Niewidomych, ale powstanie specjalistycznej organizacji nakierunkowanej wyłącznie na sport i turystykę dało potężny bodziec dalszego rozwoju. Dodam, że PZN zawsze bardzo życzliwie odnosił się do nowopowstałego stowarzyszenia. Pisząc o szachowych sukcesach, podkreślić trzeba również zasługi kadry trenerskiej, która zatrudniana przez Polski Związek Niewidomych i Stowarzyszenie „Cross”, przez lata wspomagała niewidomych szachistów. Byli wśród nich trenerzy i instruktorzy: Romuald Grąbczewski, Romuald Grzelak, Ryszard Bernard, Artur Jakubiec i Witalis Sapis.
Gra między dwoma niewidomymi szachistami przebiega według przepisów zawartych w kodeksie szachowym. Partia toczy się przeważnie na dwóch brajlowskich szachownicach, a grający przekazują sobie słownie informację o wykonywanych ruchach. Sędzia powinien mieć stały nadzór nad pojedynkiem, gdyż często wskutek nieporozumienia jeden z grających wykonuje na swojej szachownicy posunięcie inne niż przekazywał (lub chciał przekazać, ale zrobił to niewyraźnie czy błędnie) przeciwnik. Wówczas na obu deskach są różne pozycje i każdy gra „inną” partię. Im szybsza jest w takich sytuacjach reakcja sędziego, tym mniej komplikacji przy przywracaniu ładu na szachownicach. Bardzo konfliktogenne są niedoczasy, gdy figury „fruwają” w powietrzu, a zestresowani szachiści mylą pola przy informacji o ruchu. Zdarzają się i inne, często zabawne historie związane z niepełnosprawnością grających. Nestor polskich szachów Jerzy Brycki opowiadał kiedyś o takim wydarzeniu: podczas partii przeciwnik dość długo myślał nad posunięciem i pan Brycki postanowił wyjść z sali na papierosa. W trakcie palenia zjawił się przy nim partner, który już wykonał posunięcie. Poinformował, jaki ruch został zagrany. Pan Brycki miał na to gotową już w głowie odpowiedź. Położył więc na popielniczce niedopalonego papierosa, wziął laskę, wszedł do sali gry i szybko wykonał na szachownicy przygotowaną odpowiedź. Gdy wrócił i spokojnie kończył palenie, na sali gry zrobiło się duże zamieszanie. Słychać było gniewny okrzyk jednego z grających:
- Kto mi tu grzebał w mojej partii!
Okazało się, że pan Brycki w pośpiechu przez pomyłkę wykonał swoje posunięcie na sąsiedniej szachownicy…
Szachiści z dużą wyrozumiałością podchodzą do tego typu historii i chętnie „wybaczają” przeciwnikowi drobne lapsusy. Będąc przez wiele lat sędzią turniejów, mam na to wiele dowodów.

Jak równy z równym
Świat niewidomych szachistów wiele zawdzięcza Hiszpanowi Delfinowi Burdio Gracia. W latach 1992–2005 piastował on funkcję prezydenta IBCA. Był inicjatorem wielu ciekawych imprez dla niewidomych, ale jego zasługą jest akces IBCA na prawach państwa do Międzynarodowej Federacji Szachowej FIDE. Od olimpiady szachowej FIDE w Moskwie w 1994 roku międzynarodowa drużyna niewidomych walczy w oficjalnych rozgrywkach z pełnosprawnymi szachistami. Dodam, że we wszystkich dotychczasowych olimpiadach (odbywają się one co dwa lata) do męskiej i kobiecej reprezentacji IBCA powoływani byli polscy szachiści i szachistki. Świadczy to o wysokim poziomie naszych szachów.
Początkowo reprezentacje niewidomych na ogólnodostępnych olimpiadach traktowano lekceważąco, trochę na zasadzie ciekawostki turniejowej. Okazało się jednak, że niewidomi grają w szachy bardzo dobrze, a sama procedura wykonywania posunięć nie jest prosta. Mam w tym temacie własne doświadczenie. Współpracę z niewidomymi poznańskimi szachistami rozpocząłem w 1970 roku. Dwa lata później na turnieju szachowym w Lublinie w pewnej rundzie skojarzono mnie z Tadeuszem Traczykiem, całkowicie niewidzącym, miejscowym (wówczas) zawodnikiem. Mimo że miałem doświadczenie w kontaktach ze środowiskiem niewidomych, trudno mi było przestawić się na wykonywanie na swojej szachownicy posunięć przeciwnika. Jest to największy problem pełnosprawnego szachisty. Partię wygrałem, ale miała ona trochę „chaotyczny” przebieg. Dodam przy okazji, że pan Tadeusz Traczyk do dzisiaj z powodzeniem grywa w turniejach, bo szachy są sportem, który można uprawiać przez całe życie. Na olimpiadach szachiści pełnosprawni grali z reguły z niewidomymi po raz pierwszy. Procedury są następujące: szachista niewidomy wykonuje posunięcie na swojej brajlowskiej szachownicy, mówi głośno (w uzgodnionym języku), jaki ruch wykonał i naciska przycisk zegara. Jego przeciwnik powinien to posunięcie wykonać na swojej szachownicy, potem po namyśle zrobić swój ruch, przekazać go słownie partnerowi i nacisnąć na zegar. Grający na olimpiadach doświadczeni szachiści mają jednak wpojone pewne nawyki. Otóż każdy wysokiej klasy szachista po wykonaniu swego posunięcia automatycznie naciska na zegar. Taki już jest odruch warunkowy. Przy grze z niewidomym bardzo często po wykonaniu posunięcia przeciwnika na swojej szachownicy i przed wykonaniem własnego ruchu ręka grającego przełączała zegar. Przy zegarach mechanicznych nie było z taką pomyłką problemu – po prostu zegar się „odbijało” i sprawa była załatwiona. Gorzej wygląda sytuacja w partii z elektronicznym zegarem dodającym pół minuty za każde wykonane posunięcie (czyli w praktyce za każde naciśnięcie czasomierza). Proces cofania wskazań zegara jest w takim przypadku bardzo skomplikowany i czasochłonny. Jeśli do tego dodamy pewną niezręczność wynikającą z faktu, że przed nami siedzi niewidomy szachista, to zrozumiemy stres pełnosprawnego gracza. Na wspomnianej olimpiadzie w Moskwie doszło do meczu kobiecych reprezentacji IBCA i… Polski. Na pierwszej szachownicy grała znana polska arcymistrzyni, w drużynie IBCA liderowała Ukrainka Bondar, której szachowe osiągnięcia były dość skromne. Polka nie mogła sobie poradzić z przestawianiem figur i przekazywaniem posunięć, miała kłopoty z językiem rosyjskim, grała bardzo nerwowo i po prostu słabo. Partia zakończyła się remisem, co Ukrainka skomentowała trochę złośliwie: „Na Ukrainie nie ma takich słabych arcymistrzyń…”.
Na olimpiadach FIDE reprezentacja IBCA plasowała się mniej więcej w środku listy startowej (i podobnie w końcowej klasyfikacji). W pierwszej rundzie trafialiśmy z reguły na bardzo silny zespół ze szczytów listy: Ukraina, Azerbejdżan czy Polska… Dodam, że bardzo rzadko przegrywaliśmy do zera. Na pierwszych olimpiadach przegrana z niewidomym szachistą traktowana była jako mała kompromitacja. Później się już do tego przyzwyczajono. Mogę zapewnić, że lista arcymistrzów, którzy przegrali partie w meczu z IBCA jest bardzo długa. Na ostatnich olimpiadach często pełnosprawni szachiści życzą sobie, aby niewidomy miał przy grze asystenta, który wykonuje posunięcia na szachownicy widzącego. Sędziowie przeważnie przystają na to. Ułatwia to grę widzącemu, ale wielkiego wpływu na wyniki z tego tytułu nie odnotowano.

Gra bez szachownicy
Chciałbym poruszyć tu jeszcze jeden problem, który wbrew nazwie, nie ma dużego związku z rozgrywaniem partii przez niewidomego. Chodzi mi o „grę na ślepo”. Pod tym pojęciem kryje się partia (lub partie), w której jeden z grających (czasami obaj) obywają się w ogóle bez szachów, polegając wyłącznie na wyobraźni. Obustronne posunięcia przekazywane są słownie. Dla dobrego zawodnika zagranie jednej partii „na ślepo” nie jest specjalnie trudne. Szachy rozwijają wyobraźnię i wprawny szachista przy liczeniu wariantów „widzi” całą szachownicę w głowie. Wymaga to tylko dużej i długotrwałej koncentracji. Sam wygrywałem takie partie, bardzo imponując przeciwnikom i kibicom. Sądzę, że dla polskiej czołówki niewidomych szachistów taki pojedynek nie byłby również problemem. Inaczej wygląda sprawa, gdy jeden grający daje symultanę „na ślepo” na kilku czy kilkunastu szachownicach. Pierwsze wzmianki o takim wyczynie pochodzą z XIII wieku, ale wtedy reguły gry różniły się od obecnych. W XVIII wieku znakomity francuski szachista Philidor rozegrał seans gry „na ślepo” z trzema zawodnikami. Wiek później czołowi szachiści potrafili grać jednocześnie 10 partii. Kolejne rekordy bili w XX wieku Alechin (28 partii) i Reti (32 gry). Obecnie „rekord świata” należy do Węgra Janosa Flescha, który w Budapeszcie w 1960 roku dał seans gry „na ślepo” jednocześnie na 52 szachownicach! Polskim rekordzistą w tym wariancie gry jest Mieczysław Najdorf, którego memoriały rozgrywane są corocznie w stolicy w bardzo silnej i licznej obsadzie. Najdorf wyjechał z polską reprezentacją na olimpiadę szachową w Buenos Aires w sierpniu 1939 roku. W trakcie rozgrywek Niemcy napadli na Polskę i wybuchła II wojna światowa. Mieszkając w Argentynie, w latach 40., Najdorf dawał seanse gry „na ślepo” na ponad 40 szachownicach! Po wojnie nie wrócił już do Polski, przyjął argentyńskie obywatelstwo i reprezentował ten kraj na olimpiadach. Tego typu pokazy trwają z reguły bardzo długo – po kilkanaście godzin, są niezwykle męczące i nie ma co ukrywać – szkodliwe dla zdrowia.

Ćwiczenie umysłu
Intelektualne walory szachów są powszechnie znane. Gra sprzyja wszechstronnemu rozwojowi człowieka, kształci pamięć, uczy logicznego myślenia i rozwija wyobraźnię. Szczególnie pozytywny wpływ ma na młodego człowieka. Nic więc dziwnego, że bardzo zaawansowane są prace nad wprowadzeniem szachów do szkół jako zwykłego obowiązkowego przedmiotu. W wielu szkołach tak już się stało. Wpływ szachów na ludzką pamięć zademonstrował niedawno młody, czołowy polski szachista Jan Krzysztof Duda. W telewizyjnym programie „Genialny umysł” w maju 2017 roku miał za zadanie znaleźć szybko mata w kolejnych 10 pozycjach przesuwanych na diagramach i potem z pamięci podać (również kolejno) wszystkie 10 matujących ruchów. Uporał się z tym bezbłędnie, wygrywając nagrodę w wysokości 30 000 zł. Ale na szachach pieniądze zarabiają nieliczni, za to umysłowo korzystają wszyscy grający. A więc grajmy w szachy, Panie i Panowie!