skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Aktualności

Tworzenie jedności Anna Haupka

W roku 1385 ślub Księżniczki Jadwigi i Księcia Władysława Jagiełły zapoczątkował powstanie unii polsko-litewskiej, która przez wiele lat pokazywała, jak powinna wyglądać współpraca pomiędzy państwami w Europie. Unia ta została potwierdzona w roku 1569 tzw. unią lubelską, która wygasła po trzecim rozbiorze Polski.
Wzorem przytoczonych wyżej wydarzeń historycznych dwie kilkunastoosobowe grupy niewidomych, słabowidzących i widzących z Polski i Litwy próbowały budować swoją małą unię opartą na wzajemnej tolerancji, uczestnicząc w projekcie pod hasłem „Create the Unity”, co dosłownie oznacza „Tworzymy jedność”. Projekt ten organizowała Fundacja „Brajlówka” przy współpracy z Polsko-Litewskim Funduszem Wymiany Młodzieży. W polskim zespole znajdowała się m.in. grupa uczniów ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Młodzieży Niewidomej i Słabowidzącej w Chorzowie. Ja również byłam uczestniczką tego przedsięwzięcia i chciałabym je pokrótce zrelacjonować.

Integrujemy się
Spędziliśmy razem siedem dni, od 30 września do 6 października bieżącego roku, w malowniczej miejscowości niedaleko Zakopanego, która ma mało polsko brzmiącą nazwę Murzasichle. Nam Polakom dotarcie na miejsce zajęło najwyżej kilka godzin, ale dla Litwinów podróż trwała całą dobę i przebiegała w kilku etapach.
Już pierwszego dnia, to jest w sobotę, pod wieczór, kiedy wszyscy odsapnęli po podróży, rozpoczęliśmy nasze budowanie jedności. Zaczęło się, jak zwykle na takich wymianach bywa, od zabaw integracyjnych ułatwiających nam zapamiętanie naszych imion. Nie było to wcale takie proste, bo litewskie imiona brzmiały bardzo obco. Potem był tzw. speed dating. Nie chodziło tutaj o żadne szybkie randki, ale o to, by każdy poznał jak najwięcej osób. Musieliśmy rozmawiać z różnymi osobami na podane nam tematy, każda rozmowa trwała minutę. W tym momencie trzeba było się po raz pierwszy zmierzyć z językiem angielskim. Moje wypowiedzi były zwięzłe, a resztę czasu pozwalałam wykorzystać moim rozmówcom i nie mogłam się doczekać, kiedy minie owa minuta.
W kolejnym dniu rozpoczęliśmy nasze prace w grupach międzynarodowych. Dostaliśmy dziesięć zadań i określoną ilość czasu na ich wykonanie, a potem zaprezentowanie innym. Musieliśmy między innymi wymyślić nazwy dla naszych grup, stworzyć plakat i piosenkę promującą, przygotować pokaz mody, czy wymienić dziesięć sposobów użycia markera. Niestety język angielski był tu niezbędny, ale trafiłam do świetnej grupy i nie było tak źle, jak się tego spodziewałam. Wymyśliliśmy sobie nazwę „Champions group”, a do promocji wykorzystaliśmy słynny przebój zespołu Queen pt. „We are the champions,” nieco przez nas zmodyfikowany. Stworzyliśmy pokaz mody, w którym miałam zaszczyt być modelką. Byłam ubrana w piękną, fioletową sukienkę z bibuły, a we włosach miałam kokardę tego samego koloru. Szkoda, że studniówka już za mną, bo sukienka byłaby jak znalazł. Co do markerów, to muszę przyznać, że nie wiedziałam, iż można go wykorzystać np. do kręcenia włosów czy masażu.

Wymieniamy doświadczenia
Po południu wzięliśmy udział w grze miejskiej. Znowu zostaliśmy podzieleni na grupy i wysłani w teren. Było to bardzo przyjemne, bo piękna pogoda sprzyjała spacerom. Wśród zadań, jakie musieliśmy wykonać, było między innymi poznanie historii miejscowego kościoła czy znalezienie jakiegoś turysty i nagranie, jak wraz z nim wypowiadamy nazwę naszego projektu. Ludzie bardzo chętnie udzielali informacji, ale znaleźć chętnych do bezpośredniego wystąpienia nie było wcale tak łatwo.
W poniedziałek przyszedł czas na przedstawianie prezentacji na temat sytuacji niewidomych w obu krajach. Na Litwie istnieje kilka szkół dla niewidomych i słabowidzących, m.in. w Wilnie. Niewidomi, podobnie jak u nas, korzystają z podręczników brajlowskich, programów udźwiękawiających komputery itp., Ale oprócz tego mają również pomoc asystenta osoby niepełnosprawnej.
W kraju nad Wilią działa muzeum historii niewidomych Litwy. Pierwsze plany jego powstania były już przed drugą wojną światową, niestety okupacja przeszkodziła w realizacji przedsięwzięcia. W roku 1977 Stowarzyszenie Niewidomych Litwy przyjęło uchwałę, w wyniku której powstała instytucja zajmująca się gromadzeniem i przechowywaniem wszelkich eksponatów mających znaczenie dla historii niewidomych. Muzeum trzykrotnie zmieniało miejsce swojej działalności, obecnie znajduje się w nowo wybudowanym budynku, na ulicy Skroblu 10, nieopodal Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Wystawa opowiada o historii Stowarzyszenia Niewidomych Litwy, zawiera też przedmioty związane z edukacją czy życiem codziennym osób niewidomych. Można tam dotknąć m.in. makiet Katedry Wileńskiej.
My, podczas tej wymiany, zaprosiliśmy Litwinów do Szkolnego Muzeum Historyczno-Regionalnego w Poroninie. Można tam zobaczyć m.in. salę lekcyjną z oryginalnym wyposażeniem z początku XX wieku, wszelkiego rodzaju sprzęty codziennego użytku, od pługa do koronek, które obrazują, czym zajmowali się okoliczni górale, a także sylwetki zasłużonych dla tamtego regionu postaci.

Budujemy zaufanie
Punktem kulminacyjnym naszego projektu było przygotowanie flash moba, czyli krótkiego przedstawienia, które mieliśmy zrealizować na ulicach Zakopanego, zapraszając do niego przypadkowych przechodniów. Powstało pięć pomysłów, opartych głównie na słowach-kluczach, takich jak: tolerancja, integracja, szacunek czy zaufanie. Następnego dnia udaliśmy się do szkoły w Poroninie, gdzie wspólnie z tamtejszymi gimnazjalistami, podzieleni na grupy, opracowywaliśmy scenariusze do powstałych wcześniej pomysłów. Po prezentacji każdego z nich w głosowaniu, wybraliśmy ostatecznie dwa pomysły. Pierwszy z nich polegał na tym, że przypadkowi ludzie mieli przytulać stojącą w środku koła osobę. Druga wybrana propozycja to dobranie się w pary, w których jedna osoba byłaby niewidoma, a druga grałaby rolę jej przewodnika prowadzącego ją tylko za jeden palec. Podczas całego spaceru przewodnicy zmienialiby się i chodziło o to, czy osoba prowadzona to zauważy. Ja osobiście głosowałam właśnie na ten drugi pomysł, bo moim zdaniem świetnie obrazował on zaufanie. Właśnie ten flash mob został ostatecznie przeprowadzony w czwartek na ulicach Zakopanego. Początkowo ludzie nie chcieli brać udziału w tym eksperymencie, często tłumacząc się brakiem czasu czy nieznajomością angielskiego, a i pogoda w tym dniu nie była zachęcająca. Pod koniec jednak udało się namówić pewne starsze małżeństwo. Zawiązano więc panu oczy i kilka osób zmieniających się co jakiś czas wodziło go za palec. Na koniec żona przejęła rolę przewodnika. Po zakończeniu eksperymentu mężczyzna został zapytany, czy zaufałby tej osobie tak na całe życie i odpowiedział, że musiałby się zastanowić. Ogromne było jego zaskoczenie, kiedy odsłonięto mu oczy i zobaczył, że tą osobą była jego żona.

Otwieramy się na innych
Oczywiście żadna wymiana młodzieży nie może się odbyć bez wieczorów międzykulturowych. Tym razem było jednak nieco inaczej – Litwini przygotowywali prezentację o Polsce, a my – na temat ich kraju. Nasi sąsiedzi mieli problemy z wypowiadaniem niektórych polskich nazw, m.in. Szczecin czy Bieszczady. Najzabawniejsze było, kiedy po wymienieniu jakiejś krainy geograficznej, z widowni odzywały się pełne zdziwienia głosy Polaków: „czy to w ogóle jest w Polsce”? Podczas wieczoru o naszym kraju można było spróbować pierogów i polskich słodyczy.
Litewski wieczór również przebiegał w bardzo miłej atmosferze. Uczyliśmy się litewskiej piosenki, tradycyjnego tańca, próbowaliśmy też lokalnych przysmaków, m.in. serów w różnym wydaniu, zarówno na słono, jak i na słodko. Mi np. szczególnie smakował ser jabłkowy. Jednak największym hitem tego wieczoru były czekoladowe cukierki o nazwie „Pupa”. Wytłumaczyliśmy Litwinom, co to słowo znaczy w naszym języku i dlaczego nazwa ta wywołała uśmiechy na naszych twarzach. Był również bezalkoholowy, orzeźwiający napój o nazwie Lietuviška gira, czyli wytwarzany z czarnego żytniego chleba kwas litewski.
Nie zabrakło też czasu wolnego przeznaczonego na odpoczynek czy wspólne rozmowy. Odbyła się również wycieczka w góry, choć w tym dniu bardzo silny wiatr mocno dawał się we znaki.
Niestety nic nie trwa wiecznie i nasze budowanie jedności powoli też dobiegało końca. Ostatniego wieczoru dostaliśmy dość nietypowe zadanie. Siedzieliśmy w kółku i w obieg została puszczona rolka papieru toaletowego. Każdy z nas musiał wyobrazić sobie, że jest na bezludnej wyspie i oderwać tyle kawałków, ile potrzebuje, pamiętając o innych. W sumie to całkiem fajna pamiątka, papier toaletowy z Murzasichle – pomyślałam z uśmiechem. Wyjaśniono nam na szczęście, po co było to potrzebne. W zależności od tego, ile cząstek papieru każdy oderwał, tyle rzeczy podsumowujących projekt musiał powiedzieć. Na koniec dostaliśmy koperty, na których musieliśmy napisać swoje imiona i każdy, kto chciał, mógł włożyć do nich krótkie liściki. Sama również dostałam kilka takich liścików, z których bardzo się cieszę, bo pozostaną one na długo miłą pamiątką.
Długo też będę pamiętać ten wyjazd, bo polubiłam tę litewską grupę, przede wszystkim za ich punktualność i ogromne zaangażowanie. Zapamiętam ich jako osoby miłe, spokojne i bardzo wrażliwe. Ile razy Litwinki widziały mnie idącą po schodach z białą laską czy podczas posiłków na stołówce, od razu pytały, czy potrzebuję pomocy, a w ich głosie wyczuwało się szczere zainteresowanie.
Uczestniczenie w takich projektach daje wiele możliwości. Przede wszystkim pozwala rozwinąć umiejętności językowe. Ja byłam już na trzeciej wymianie, ale po raz pierwszy udało mi się przełamać mój lęk przed mówieniem po angielsku. Wyjazdy te, oprócz poznawania innych kultur, uczą budowania relacji z drugim człowiekiem, a także wrażliwości na innych. Osoby widzące mogą dowiedzieć się, jak pomagać niewidomemu. Do tego wszystkiego potrzebna jest jednak odpowiednia motywacja uczestników podobnych projektów oraz otwartość na drugiego człowieka.