skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Na zdrowie

Być blisko w żałobie

Nie jest żadną tajemnicą, że każdy z nas jest inny. Inaczej reagujemy na trudności i radości życia, a czasami nawet nas samych zaskakuje nasza reakcja. Często tak bywa w sytuacjach wyjątkowo traumatycznych, a do takich należy śmierć, szczególnie nagła, bliskiej nam osoby. Wywołuje ona wiele sprzecznych, niezwykle silnych emocji, wywraca nasz świat do góry nogami, zachowujemy się więc często zupełnie nieprzewidywalnie. Zdarza się, że ekstrawertyk zamyka się w sobie, a introwertyk nie może przestać mówić o tym, co się stało. Nie ma tu reguł ani standardowych reakcji. Jest tylko szok i bardzo specyficzne przeżywanie żałoby. Niestety, wiele osób uważa, że jest inaczej – że każdy powinien przechodzić ten trudny okres w określony sposób. W rezultacie wokół osoby pogrążonej w żałobie pojawia się zmowa milczenia, albo wręcz przeciwnie – wszyscy próbują ją namawiać do mówienia, co tylko pogłębia jej osamotnienie i ból. Jak więc pomóc komuś, kto właśnie stracił bliską osobę?

Najważniejsze to być
To zupełnie naturalne, że gdy nasz przyjaciel lub znajomy traci członka rodziny czy partnera, nie wiemy, jak się zachować. Często wybieramy więc sposób działania, który nam jest najbliższy. Jeżeli jesteśmy skryci i nie lubimy rozmawiać o problemach, w rozmowach z osobą w żałobie unikamy tematu. Jeśli jesteśmy otwarci, lubimy coś przegadać, wydaje nam się, że najlepiej będzie tę osobę namówić na zwierzenia. W rezultacie spotykamy się z niechęcią, wycofaniem, czasem nawet agresją. Jak więc postępować? Zostawić tę osobę samą sobie? Czy może cały czas próbować z nią rozmawiać?
Nie ma tu złotej rady – najważniejsza jest empatia. Nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć emocji drugiej osoby – zawsze patrzymy na pewne sprawy subiektywnie, ale jesteśmy w stanie poprzez obserwację i odrobinę wyczucia stać się dla osoby w żałobie wsparciem, zwracając na przykład uwagę na to, czy próbuje nawiązać kontakt, czy ukryła się przed światem? Czy płacze przy każdej rozmowie, a może zachowuje się tak, jakby nic się nie stało?
Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, najważniejsze to być obok. Tak mówią wszyscy, którzy żałobę przechodzili. Przez bycie obok rozumiemy jednak nie fizyczną obecność – choć to czasem też! – ale przede wszystkim jasną informację przekazaną przyjacielowi – jestem blisko. Czasem ktoś w pierwszych dniach po stracie przestaje odbierać telefony, nie chce bezpośredniego kontaktu. Warto wtedy wysłać SMS-a czy maila, szepnąć podczas składania kondolencji na pogrzebie: „Jestem pod telefonem, jeśli chcesz porozmawiać”. To bardzo ważne, by ta osoba czuła, że gdy będzie potrzebować naszej pomocy, jesteśmy do dyspozycji! Od czasu do czasu możemy spróbować się skontaktować, ale nie nachalnie, nie codziennie – może nasz przyjaciel potrzebuje czasu? Jeśli jednak długo nie odpowiada, nie rezygnujmy, nie zrywajmy kontaktu – oczywiście, czasem możemy się poczuć źle z tym, że się do nas nie odzywa, ale tym razem postarajmy się schować dumę do kieszeni i spokojnie poczekać. Druga osoba na pewno doceni taki takt i wytrwałość, a na razie musi uporać się sama ze sobą.

Trudne rozmowy
Gdy już się spotkamy, bywa, że nie wiemy, co mówić, jak się zachować. Nikt nie uczył nas prowadzenia takich dialogów, nie mamy gotowego scenariusza. Ale tak jak w każdej rozmowie, najważniejsze jest podążanie za tą osobą – wsłuchanie się w jej potrzeby. Możemy zacząć od pytania, jak się czuje – bo choć wiemy, że kiepsko, pytanie takie otwiera drogę do rozmowy o tym, co się stało. A dalej… dalej pozwólmy jej mówić. Wykorzystajmy swoją umiejętność słuchania: słuchajmy bez oceniania, bez pocieszania – żadne pocieszenie nie pomoże się bowiem pozbierać, a może tylko rozdrażnić. Lepiej unikać słów takich, jak: „wiem, co czujesz” (bo to nieprawda!), „zobaczysz, z czasem będzie łatwiej”, „trzeba żyć dalej”, „musisz wziąć się w garść”. Człowiek po śmierci bliskich często nie jest w stanie, szczególnie w pierwszym okresie, wyobrazić sobie życia bez nich i jest mu trudno zaakceptować taką stratę. Nie poszukujmy więc pozytywnych stron straty, ale też nie pomniejszajmy jej rozmiarów, podkreślajmy za to, że żałobnik zrobił wszystko, co mógł dla nieżyjącego już bliskiego. Nie próbujmy też odwieść go od mówienia o zmarłym, nie zmieniajmy tematu, nie próbujmy na siłę odwracać uwagi. Dajmy mu przestrzeń na to, by wypowiedział swój ból, a może okaże się, że ta jedna rozmowa stanie się ogromnym krokiem naprzód.
A co, jeśli taki człowiek nam się zbyt często w naszym odczuciu zwierza? Zamęcza nas telefonami, wciąż przeżywa sytuację na nowo, opowiada makabryczne szczegóły? Pozwólmy mu na to przez jakiś czas, jeśli naprawdę chcemy go wesprzeć. Nawet jeśli jego słowa wydają nam się nie na miejscu, nawet, gdy mówi straszne rzeczy o zmarłym (to też jeden z etapów żałoby!), albo silnie okazuje emocje. Oczywiście, mamy prawo nie odebrać telefonu, nie mieć czasu na spotkanie, ale wtedy warto uczciwie to powiedzieć. Jeśli robi nam się zbyt ciężko, jeśli nie dajemy sobie rady z emocjami tej osoby, powiedzmy szczerze: „nie wiem, co teraz powiedzieć czy zrobić, by Ci pomóc”. Czasami takie zdanie zatrzyma lawinę uczuć, czasami ją wzmocni, ale nasz rozmówca dostanie wtedy sygnał, że nie wiemy, co zrobić i tak samo jak on, czujemy się całkowicie bezradni. Jeśli natomiast sytuacja staje się dla nas nie do zniesienia – nie uciekajmy znienacka, nie wyłączajmy telefonu, nie porzucajmy tej osoby – to najgorsza możliwa droga. Zamiast tego spróbujmy powiedzieć: „czuję, że nie potrafię Ci już pomóc, bo sam/a nie umiem sobie poradzić z tym smutkiem. Może powinieneś/aś porozmawiać z kimś bardziej doświadczonym, np. z psychologiem?”
Nie musimy na siebie brać całkowitej odpowiedzialności za osobę pogrążoną w żałobie – mamy prawo nie udźwignąć tej sytuacji i zadbać również o siebie! Oczywiście może się zdarzyć, że na sugestię rozmowy z psychologiem nasz rozmówca bardzo się obruszy, ale nie zrażajmy się, wytłumaczmy, że są specjaliści, którzy pomagają przejść przez ten czas. Nadal jednak bądźmy blisko, możemy nawet zaproponować, że pojedziemy z nim do psychologa. Nie proponujmy natomiast leków uspakajających czy alkoholu – nie pomogą, a mogą tylko doprowadzić do tragedii!
Czasami potrzebne jest też bardziej wymierne wsparcie: zakupy, jakieś bieżące zaniedbane sprawy. To też jest ogromnie ważne – szczególnie, gdy zmarły był do tej pory podporą w np. obowiązkach domowych. Może zaproponować więc pomoc w organizacji codziennych, bieżących spraw, np. zadbać o posiłki, zaopiekować się dziećmi czy zwierzętami, pomóc w załatwianiu spraw urzędowych czy porządkowaniu rzeczy zmarłego.

Savoir-vivre na pogrzebie
W naszej kulturze przyjęło się, że najbliższych zmarłego obowiązuje czerń, ale pozostałe osoby również powinny ubrać się w ciemne kolory, najlepiej czarny, granatowy lub ciemnoszary. Bywa jednak, że bliscy zmarłego sobie tego nie życzą – takim wyjątkiem są pogrzeby dzieci – w niektórych wspólnotach nakłada się wtedy kolor biały jako podkreślenie niewinności i czystości odchodzącego. Strój powinien być również skromny i schludny, nie zakładamy krótkich spódniczek czy spodenek, wydekoltowanych bluzek, koszulek na ramiączka czy ozdobnych dodatków. Mężczyzna powinien być w ciemnym garniturze, jeśli ma nakrycie głowy, to podczas mszy i na cmentarzu powinien trzymać je w dłoni. Na uroczystość zwyczajowo przynosimy kwiaty (choć niektórzy proszą, żeby zamiast tego wpłacić np. datek na jakąś organizację): wiązanki składają najbliżsi zmarłego lub grupy, np. współpracowników. Jeśli jesteśmy z dalszej rodziny lub znajomych, wystarczy skromny bukiet lub nawet pojedyncza przystrojona czarną wstążką róża.
Moment położenia jej przy grobie zależy od tradycji danego miejsca. Czasami kwiaty składa się już w kościele, czasem trumna wystawiana jest w kaplicy cmentarnej. Przechodząc obok najbliższych zmarłego, skińmy im głową, dotknijmy ramienia, ale dłuższą rozmowę czy serdeczne gesty zostawmy na później.
Z przodu w kościele siada najbliższa rodzina. Pozostałe osoby znajdują miejsca trochę dalej, ta sama zasada obowiązuje w kondukcie żałobnym oraz podczas składania kondolencji.
Czas przed pogrzebem jest zazwyczaj wypełniony sprawami organizacyjnymi. Wiele osób nie uświadamia sobie w tym czasie swojej straty, rzuca się zamiast tego w wir załatwiania różnych spraw. Praktykowane dawniej 3-dniowe czuwanie przy zmarłym miało na celu oswoić nas ze śmiercią bliskiej osoby i dać nam czas na opłakanie jej. Teraz z różnych względów odeszliśmy od tego rytuału, przez to brakuje przestrzeni na kontakt z własnymi emocjami. Najgorszy moment przychodzi zazwyczaj już po wszystkim, najczęściej w momencie, gdy pogrzeb się kończy. Człowiek, który do tej pory jakoś się trzymał, bo organizował pogrzeb i konsolację, nagle staje wobec perspektywy powrotu do pustego domu albo po prostu powrotu do codzienności, w której nie ma już tego Kogoś. To jeden z powodów, dla których wiele osób prosi o nieskładanie kondolencji – najczęściej napisane jest to na klepsydrze lub w nekrologu. Dostosujmy się do tej prośby i nie róbmy niczego na siłę – może rozmowa z innymi w tym momencie przekracza możliwości bliskich zmarłego? Jeśli mamy jednak potrzebę, by wyrazić swoje współczucie, możemy sami zamieścić nekrolog z kondolencjami.
Jeśli takiego zastrzeżenia nie ma, spróbujmy złożyć kondolencje w najprostszy możliwy sposób. Najczęściej w takich momentach mówi się, że jest nam bardzo przykro i że służymy naszą pomocą. Niektórzy dodają coś ciepłego, miłego o zmarłym. Czasem nie mamy pewności, czy przytulić osobę, której składamy kondolencje. Jeśli jest to ktoś nam bliski, możemy go delikatnie przytulić, jeśli niezbyt bliski, wystarczy uścisk dłoni, poklepanie po ramieniu.
Gdy z jakichś względów nie będziemy na pogrzebie, możemy złożyć kondolencje przy najbliższej okazji, ofiarować modlitwę lub zamówić mszę świętą w intencji zmarłego. Od niedawna można też wysłać wiązankę, wieniec lub bukiet pocztą kwiatową do kościoła lub do domu zmarłego, ale w naszym kraju nie jest to zbyt częsta praktyka.

Co kraj to obyczaj
W różnych regionach, a także zależnie od wyznania, praktykuje się różne zwyczaje. Niektóre z nich mogą nas zaskoczyć – tak jak zachowany w niewielu już miejscach w Polsce zwyczaj czuwania przed pogrzebem przy otwartej trumnie czy pozostawienie niespuszczonej do grobu trumny do następnego dnia. Inaczej odprawia się pogrzeb w kościele katolickim, inaczej będzie wyglądał w protestanckim, inaczej na wsi, inaczej w dużym mieście. Jeśli więc mamy wątpliwości, jak będzie wyglądała uroczystość, najlepiej zapytać o to bliskich zmarłego, o ile oczywiście jest to możliwe. Reszta zależy już od naszego wyczucia i empatii. Niezależnie od środowiska, w jakim żyjemy, starajmy się po prostu częściej patrzeć na świat oczami innych – będziemy umieli wtedy na pewno dostosować się do każdej sytuacji, a dla naszych bliskich staniemy się prawdziwym wsparciem.