skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Niewidomy wieszcz Henryk Szczepański

W chałupie Hajdów, najuboższej w Rudnych Piekarach, były tylko dwie polskie książki: metalową klamrą spinany modlitewnik matki i "Żywoty świętych" Piotra Skargi. Na nich mały Wawrzyniec uczył się abecadła i one musiały starczyć za całą szkołę podstawową. Nauka nie trwała długo, bo oboje rodzice wkrótce poumierali. Był wtedy jednym z siedmiorga osieroconego rodzeństwa. Tamte lekcje wystarczyły jednak, aby już na całe życie rozmiłował się w czytelnictwie. Miejscowy cieśla wziął chłopaka na służbę i polecił pasanie bydła. Gdy ukończył 14. wiosnę i znalazł się w wieku uprawniającym do robót fabrycznych, najął się do pracy w kopalni. Legenda mówi, że "pierwszą zarobioną mareczkę wydał na książeczkę". I taki pozostał do końca, nawet wtedy, gdy na skutek tragicznej eksplozji dynamitu całkowicie utracił zdolność widzenia.

Do wypadku doszło, gdy kończył 27. rok życia i gdy dobiegał końca szósty, miodowy tydzień jego małżeństwa z Pauliną Bednorzówną, która od tej pory zastępowała mu oczy - czytała listy, książki i czasopisma, albo ołówkiem w brulionie zapisywała myśli dyktowane przez męża. Urodziła mu siedmiu synów, ale wszyscy poumierali we wczesnym dzieciństwie. Po kilkunastu latach małżeństwa ona także osierociła Wawrzyńca. On jednak miał już za sobą wiele lat samorehabilitacji i mocne oparcie wśród Polaków z Piekar, którzy i wcześniej byli jego drugą rodziną. Skutki braku wzroku kompensował aktywnością towarzyską i społeczną. W tamtych latach na Śląsku nie istniały jeszcze stowarzyszenia niewidomych, a jedynym miejscem, gdzie przypadkowo mogli się spotkać, były przytułki, w których czekała na nich jałmużna w postaci strawy lub odzieży. W porównaniu z innymi niewidomymi, jego sytuacja była o tyle lepsza, że korzystał z dobrodziejstw zasiłku dla ofiar katastrof górniczych. Z Knapszaftu (Spółki Brackiej) otrzymywał 15 marek zasiłku, stanowiącego odpowiednik renty wypadkowej, a kopalnia zwyczajowo honorowała go takąż kwotą, traktowaną jako dodatek wypłacany z tytułu szczególnie ciężkiego kalectwa. Dla współczesnego inwalidy wzroku jest to interesująca notatka, zachęcająca do porównań. Daje wyobrażenie o zabezpieczeniu socjalnym człowieka niewidomego przed ponad stu laty.
Gdy tylko opuścił szpital, skierowano go do wrocławskiego zakładu niewidomych, gdzie opanował umiejętność wyplatania koszyków i krzeseł z wikliny. Tam także miał okazję do podkształcenia swoich talentów muzycznych. Zakład znajdował się na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, w pobliżu kościoła św. Krzyża, a ta świątynia aż do początków wieku XX. była miejscem propolskich manifestacji i jedną z nielicznych, w których głoszono kazania po polsku. Gdy Hajda wrócił do Piekar, jego patriotyzm i przywiązanie do mowy przodków miały już charakter stanowczego wyboru dojrzałego mężczyzny. Wawrzyniec od dzieciństwa rozczytywał się w polskiej literaturze i stawał się coraz wrażliwszym romantykiem. Najwyżej cenił sobie lekturę dzieł Mickiewicza, Słowackiego i Kraszewskiego.
Niewidomemu z początków III. tysiąclecia Hajda może imponować śmiałym zaangażowaniem w sprawy publiczne. Mimo braku wzroku, z wielkim samozaparciem zdobywał wiedzę z zakresu literatury, historii i religii: konsekwentnie doskonalił umiejętności pisarskie, kompozytorskie, muzyczne i pedagogiczne. Ucząc się i organizując krąg osób wspomagających jego samokształcenie, sam starał się pełnić rolę mecenasa kultury; swój dorobek twórczy, wiedzę i z ogromnymi wyrzeczeniami gromadzoną prywatną bibliotekę udostępniał coraz liczniejszemu gronu przyjaciół, uczniów i sympatyków. To wszystko, z biegiem lat, stało się fundamentem jego życiowego sukcesu, szacunku środowiska i zasłużonej sławy, która zapewniła mu poczesne miejsce na kartach historii.
Miał umiejętność zjednywania sobie ludzi, był przyjazny i otwarty na innych. Przełamując paraliżujące zahamowania wynikające z ułomności, śmiało inicjował przedsięwzięcia o dużym znaczeniu społecznym, a potem odpowiedzialnie przewodniczył ich realizacji. Po śmierci pierwszej żony nie wycofał się z aktywnej obecności na forum publicznym. W latach wdowieństwa piekarskie rodziny Skorupów, Gracków oraz Glazowskich przychodziły Hajdzie z braterską pomocą, ofiarując własne pielesze i opiekę niezbędną ociemniałemu, a on ze zdwojoną energią angażował się w sprawy obywatelskie i patriotyczne: parafii, miasta i Górnego Śląska.
Był utalentowanym samoukiem. W młodości, korzystając z okazjonalnych wskazówek piekarskiego organisty, opanował grę na skrzypcach i wiolonczeli; zgłębił arkana kompozycji i dyrygentury. Zasłynął jako sugestywny mówca, deklamator i gawędziarz. Energiczny i twórczy, napisał dziesiątki wierszy, listów, pieśni, melodii i scenopisów. Gorliwa lektura dzieł polskich pisarzy, uważnie dobieranych i sprowadzanych z Krakowa, Poznania albo Warszawy, czyniła go prawdziwą wszechnicą wiedzy. Dla młodego pokolenia Piekarzan rychło stał się nie tylko życzliwym przyjacielem, ale i mistrzem doradzającym w najważniejszych decyzjach.
Jego życiową misją stała się służba sprawie narodowej i odnowa moralna młodszego pokolenia Górnoślązaków, dla których wtedy największe zagrożenie stanowiła germanizacja, alkoholizm i dekadencka rozwiązłość, typowa dla fin de siecle'u, która nie omijała również i ubogich. Był ofiarnym społecznikiem trzeciego zakonu franciszkańskiego, a jego inicjatywy publiczne miały źródło w wierze katolickiej. Swoim uczniom zwierzał się: "O, moi kochani, czym byłbym ja, człowiek ułomny i ślepy, który promyka Boskiej jasności nie widzę, gdyby mnie religia nie krzepiła."
Dziś powiedzielibyśmy, że własne miejsce wśród ludzi wyznaczył sobie w środowisku lokalnym. Nie koncentrował się na tym, czego sam nie mógłby zrealizować, ale na tym, co potrafił wykonać samodzielnie i jak najlepiej. Gdy w Piekarach powstało Koło Polskie, on zajął się prowadzeniem orkiestry i chóru, a potem biblioteki i sekcji teatralnej. Pod szyldem Kasyna Polskiego, wspólnie z innymi powołał do życia Komitet, który od pruskich władz domagał się przywrócenia dzieciom polskim prawa do nauki w języku ojczystym. Propagował ideał Polaka cnotliwego - bez wad i narowów. Zawołaniem jego uczniów i sympatyków był hajdowy dwuwiersz: "Miłość ojczyzny, pobożność, oświata niech twoje życie w jeden węzeł splata." Zwolennicy jego programu stanowili ważne ugrupowanie, nadające ton społeczności Piekar i liczące się także na arenie politycznej Górnego Śląska, czego przejawem było zwycięstwo w wyborach poselskich w 1893 r., no a przede wszystkim historyczny triumf w Plebiscycie.
Na przełomie wieków sława Hajdy sięgała daleko poza granice Śląska. Z prywatnymi wizytami przybywali do niego: niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche, Maria Curie-Skłodowska wraz z mężem i ówczesnym posłem Wojciechem Korfantym, a także "błękitny" generał Józef Haller, który odwiedził Hajdę dwukrotnie. Podczas ostatniej wizyty, już przy łożu schorowanego starca, klęcząc, prosił o błogosławieństwo dla siebie i dla odrodzonej ojczyzny.
Niewidomemu wieszczowi, który przez całe życie prorokował zmartwychwstanie polskości na Śląsku, przypadło w udziale uroczyste powitanie Wojska Polskiego, po zakończeniu Powstań Śląskich przybywającego ze ślubowaniem do stóp Piekarskiej Madonny. Na starych fotografiach oglądamy spotkanie z gen. Stanisławem Marią Szeptyckim. Naoczni świadkowie opowiadali, że z niewidzących oczu Hajdy, palcami dotykającego generalskich szlifów, płynęły łzy.
Grób Śląskiego Wernyhory znajduje się w pobliżu piekarskiej bazyliki. Nagrobek wykuto w kamieniu wyłamanym z posad świątyni. W złotym pięciowierszu zapisano: "Niestrudzony pracownik narodowy, szerzyciel oświaty i obrońca wiary. Pozbawiony przez pół wieku oczu ciała, przenikał wszystko i wszystkich oczyma wielkiej i świetlanej duszy."
W 1939 r. Niemcy zniszczyli epitafium. Po wojnie zostało ponownie zrekonstruowane z fragmentów ocalonych przez tych, dla których zawsze miało wartość narodowej relikwii.
O Hajdzie przypomina jedna z piekarskich ulic nosząca jego imię, oraz szkoła podstawowa nr 5. Na elewacji kamieniczki przy ul. Bytomskiej 65 umieszczono pamiątkową tablicę przypominającą, że tutaj spędził część swego twórczego i heroicznego życia.
Nota biograficzna:
Hajda Wawrzyniec (1844-1923), działacz ludowy i poeta, górnik; w 1871 r. stracił wzrok w wypadku w kopalni; czynny w społecznym i kulturalnym życiu Piekar Śląskich, organizator akcji patriotycznych; autor ok. 200 utworów (wiersze okolicznościowe, bajki, podania, legendy), częściowo zaginionych, w których głosił proroctwa o wskrzeszeniu Polski (zw. śląskim Wernyhorą). Encyklopedia PWN