skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Rozmaitości

Być niewidomym Tomasz Matczak

Humorystyczno-filozoficzne aspekty ślepoty. Z sobą samym rozmawia ociemniały.

Alter ego: Od kiedy zacząłeś myśleć o sobie niewidomy?
Ego: Hmmmm, nie potrafię określić konkretnej daty, godziny czy chwili. Zacząłem tracić wzrok, lekarze stwierdzili, że być może oślepnę, widziałem coraz gorzej, aż wreszcie kupiłem sobie białą laskę. Nie od razu zacząłem jej używać. To była laska składana i miałem ją przy sobie, ale rozkładałem tylko w sytuacjach kryzysowych. Zmieniło się to w 1998 roku. Pewnego dnia, gdy wysiadałem z autobusu, spotkałem się twarzą w słupek z oznaczeniem przystanku. Nosiłem jeszcze wówczas okulary, więc noski niemal wbiły mi się w oczodoły. Pamiętam, że wtedy właśnie pomyślałem sobie: „hej, stary, to nie okulary są ci potrzebne, a biała laska!” i od tamtego dnia, gdy wychodzę na ulicę, posługuję się białą laską.
Alter ego: Czy to właśnie była chwila, kiedy zrozumiałeś, że jesteś niewidomy?
Ego: Nie wiem. Na pewno była to chwila, gdy zrozumiałem, że nie mogę na ulicy obejść się bez białej laski. Chociaż nie, bo zasadniczo obejść się bez niej mogę, ale zagraża to mojemu życiu.
Alter ego: Co to dla ciebie znaczy być niewidomym?
Ego: Być niewidomym to moim zdaniem coś więcej niż tylko nie widzieć. Ja sięgam głębiej, poza sferę fizyczną, poza somatyczne uwarunkowania, które sprawiają, że człowiek nie widzi. To trochę tak, jak z pytaniem: co to znaczy być Polakiem? Czy wystarczy mieszkać tutaj? A może trzeba jeszcze mieć obywatelstwo, paszport, mówić po polsku itp.?
Alter ego: Ale ja nie pytałem, co to znaczy czuć się niewidomym, tylko co to znaczy być niewidomym.
Ego: A czy to przypadkiem nie to samo? Kto jest bardziej Polakiem: ten, który się nim czuje, czy ten, który nim jest w sensie administracyjno-prawnym, bo ma obywatelstwo?
Alter ego: I jeden, i drugi, choć każdy trochę inaczej.
Ego: No właśnie. Być niewidomym to dla mnie nie tylko nie widzieć. Być niewidomym to przyjąć fakt, że się nie widzi. Zaakceptować go, potraktować jak, nie przymierzając, pieprzyk na nosie, choć oczywiście z odpowiednimi proporcjami.
Alter ego: Teraz to przesadziłeś! Uważasz, że brak wzroku to pieprzyk na nosie?
Ego: Oczywiście, że nie. Chodzi mi tylko o to, że pieprzyk może wciąż absorbować twoją uwagę. Będziesz go skrywał, szukał możliwości usunięcia, wstydził się go, ale on nadal będzie twoim pieprzykiem. Tego nie zmienisz. Po co szukać rozwiązań dla rzeczy nierozwiązywalnych?
Alter ego: Gdyby ludzie myśleli tak jak ty, to nadal rozświetlalibyśmy mrok kagankami, chorowali na tyfus i byli pozbawieni komputerów. Wynalazcy właśnie dzięki szukaniu rozwiązań dla nierozwiązywalnych zdawałoby się rzeczy popychają postęp techniczny.
Ego: Nie, ty mówisz o rzeczach rozwiązywalnych. Gdyby były nierozwiązywalne, to nie znaleziono by rozwiązań. Szukanie, dociekanie, badania naukowe są czymś innym. Dlaczego nikt na przykład nie zastanawia się, jak z piasku zrobić złoto? To po prostu niemożliwe i tyle. Mnie chodzi o to, że człowiek, który nie zaakceptuje swojej ślepoty, pod pewnym względem nie jest niewidomy. Nie neguję czytania nowinek na ten temat, śledzenia postępów medycyny i szukania recepty na swoją chorobę, o ile to jest choroba, ale po prostu uważam, że nie należy czynić z tego celu i sensu całego życia. Jeśli sen z powiek spędza mi nieustannie myślenie, że nie widzę, to mogę w życiu nie zrobić bardzo wielu rzeczy. Gdyby jakiś mężczyzna zadręczał się myślami, iż nigdy nie urodzi dziecka, to byłby trochę niemężczyzną.
Alter ego: Czyli twoim zdaniem każdy niewidomy powinien zaakceptować fakt, że nie widzi i dopiero wówczas będzie naprawdę niewidomym.
Ego: Tylko w tym sensie, który ja mam na myśli. Pytałeś konkretnie mnie, więc odpowiadam. Dla mnie brak wzroku jest częścią mnie. Pod pewnym względem mnie określa, personalizuje, orzeka o mnie. Nie do końca rzecz jasna, lecz chodzi mi o to, że jest mój. Nie pozbędę się go, więc należy go przyjąć z całym dobrodziejstwem i złodziejstwem.
Alter ego: Z czym? Złodziejstwem?
Ego: Skoro jest dobrodziejstwo, to przeciwieństwem jest złodziejstwo. To taka humorystyczna żonglerka słowna. Znam ludzi, którzy uważają, że ślepota jest wyłącznie zła. Jest brakiem, a więc czymś złym.
Alter ego: A ty tak nie myślisz? Jest coś dobrego w niewidzeniu?
Ego: Ja traktuję to jako ograniczenie, a ograniczenie nie zawsze musi być złe. Wszystko zależy od, nomen omen, punktu widzenia i od nastawienia człowieka. Można pójść po linii czysto pragmatycznej i stwierdzić, że mam mniejsze rachunki za prąd, bo nie używam światła, więc to ewidentnie zaleta, ale zaraz oczywiście posypią się na mnie gromy. W takim razie podam inny przykład. Myślę, że niewidomy pożąda różnorakich dóbr w mniejszym stopniu niż widzący. Tych ostatnich atakują reklamy, mamią kolorowe opakowania, zwodzą sprytne zagrania speców od marketingu, a to wszystko oparte jest na obrazie, do którego niewidomy nie ma dostępu. Czy nie jest to wartość dodana? Ja sądzę, że tak.
Alter ego: A zatem dobrze jest być niewidomym.
Ego: Ja tego nie powiedziałem. To przykład nadinterpretacji moich słów. Twierdzę tylko, że można znaleźć w braku wzroku jakieś pozytywy. Ślepota nie ułatwia życia. To fakt niezbity. Nie ułatwia jednak nie wyłącznie dlatego, że sama w sobie jest zła, ale także dlatego, że cały świat tworzony jest przez widzących dla widzących, więc niewidomemu nie jest tu tak samo, jak widzącemu. Oczywiście homo sapiens jako gatunek, w odróżnieniu od niektórych gatunków ryb głębinowych, posiada narząd wzroku, co suponuje, że widzenie jest mu potrzebne, lecz przecież z drugiej strony rodzą się homo sapiens bez wzroku. Chodzi mi o przypadki ślepoty wrodzonej, a nie nabytej. Czy wówczas taki homo sapiens jest mniej homo czy mniej sapiens? Moim zdaniem ani to, ani to. To po prostu homo sapiens bez wzroku.
Alter ego: Gorszy czy wybrakowany egzemplarz?
Ego: W tym kontekście ani gorszy, ani wybrakowany. Moim zdaniem inny. Gdyby tak wziąć pod uwagę któryś z pozostałych zmysłów, to ten niewidzący homo sapiens okazałby się nawet lepszy od wzorcowego, bo na przykład lepiej słyszy. Tyle, że takie dywagacje mogą prowadzić na manowce.
Alter ego: Dlaczego?
Ego: To proste: jeśli uznamy, że niewidomy lepiej słyszy od widzącego, możemy dojść do wniosku, że skoro widzący słyszy gorzej, to właśnie on jest wybrakowanym egzemplarzem. No, może nie tyle wybrakowanym, co niedoskonałym.
Alter ego: To w końcu niewidomy słyszy lepiej od widzącego czy nie?
Ego: Jasne, że nie. Nie słyszy lepiej. Posługuje się słuchem inaczej. Słuch jest pewnie taki sam. Inne jest jego wykorzystanie. Przytoczę tu piłkarską analogię: Cristiano Ronaldo potrafi strzelić z rzutu wolnego gola w dziewięciu na dziesięć prób, a dowolny piłkarz z polskiej ligi dokona tego może w czterech na dziesięć prób. Dlaczego? Czy posługują się innymi piłkami? A może CR7 ma inne stopy? Nie. Po prostu Portugalczyk potrafi lepiej posługiwać się nogami i piłką. Nogi są nogami, a piłka piłką. Różni się tylko sposób wykonania rzutu wolnego. Niewidomy ma słuch taki, jak widzący. Nie może lepiej słyszeć, ale może lepiej się nim posługiwać.
Alter ego: Skoro już jesteśmy przy piłce, to co sądzisz o blind futbolu?
Ego: Naprawdę chcesz, aby ktoś mnie odnalazł i zlinczował, co? No cóż, osobiście uważam, że są pewne granice bycia niewidomym. Blind futbol to dla mnie zagranica. To nie rehabilitacja, to fanaberia. Nie wystarczy kopać piłkę, aby być piłkarzem, a ja mam wrażenie, że blind futboliści tak właśnie sądzą. Chcą na siłę pokazać światu, że niewidomy też może grać w piłkę. Po co?
Alter ego: Tak, ale istnieją ligi blind futbolu, rozgrywane są mistrzostwa i w ogóle.
Ego: Ja tego nie neguję. Są ligi i są mistrzostwa. Ja tylko pytam, w jakim celu? Niewidomi faceci wkładają na siebie strój ochronny, biorą ciężką piłkę z dzwonkiem, organizują sobie namierzaczy bramek, a potem wychodzą na boisko. To nie jest piłka nożna w sensie ścisłym. Wracam do początku tej rozmowy: być niewidomym to nie tylko nie widzieć. Być piłkarzem to nie tylko kopać piłkę. Blind futboliści robią to nierzadko kosztem zdrowia. Jest to niezwykle kontuzjogenna zabawa.
Alter ego: Czy zatem niewidomy nie powinien robić tego, co robią widzący?
Ego: Uszczegółowię tę hipotezę: niewidomy nie zawsze powinien robić to, co widzący. Zresztą tak naprawdę to blind futboliści nie robią tego, co widzący. Czy słyszałeś, aby FC Barcelona grała z blind futbolistami?
Alter ego: Gdyby się dostosowała do reguł blind futbolu, to czemu nie?
Ego: Ano właśnie. Jak widzisz, w tym przypadku widzący musieliby dostosować się do reguł niewidomych, a zatem to jest odwrócenie kota ogonem.
Alter ego: Gdyby niewidomi chcieli zagrać w piłkę nożną na zasadach piłki nożnej, to nie byłoby to możliwe.
Ego: Dokładnie tak. To jednak tylko potwierdza moją tezę, że blind futbol ma niewiele wspólnego z piłką nożną widzących.
Alter ego: A jeśli blind futboliści wcale nie chcą niczego udowodnić? Jeśli tylko chcą pograć sobie w piłkę?
Ego: Ich sprawa. Każdy robi to, na co ma ochotę. Nie ma tylko co krzyczeć: ach, jakie to wspaniałe i niezwykłe, że niewidomi grają w piłkę! Gdyby blind futbol był tożsamy z futbolem, to blind futboliści nie graliby dźwięczącą piłką, nie korzystaliby z osób namierzających im bramkę, a dookoła boiska nie byłoby band. Ale wówczas nie byłby to blind futbol, tylko zwykła piłka nożna. Nie ma czegoś takiego, jak futbol niewidomych. Jest coś podobnego do futbolu, ale nie futbol w sensie ścisłym.
Alter ego: No tak, ale czy w takim razie jest na świecie coś, co może robić i niewidomy, i widzący?
Ego: Oczywiście. Edukacja, zakupy, programowanie komputerów i sporo innych rzeczy. Oczywiście, ktoś może zwrócić uwagę, że niewidomi uczą się inaczej niż widzący, bo nie czytają czarnodruku, ale w zasadzie sedno pozostaje to samo, a jest nim zdobywanie wiedzy. W sklepie płacimy tymi samymi pieniędzmi, co widzący i kupujemy te same produkty, co oni. Ja po prostu niespecjalnie lubię, gdy ktoś chce na siłę udowodnić, że niewidomy też może. No może, ale co z tego? Czy przez to jest mniej niewidomy? Można niewidomego posadzić za sterami samolotu i dać mu potrzymać drążek, lecz mówienie, że oto niewidomy pilotuje samolot jest nieprawdą. Prawdą jest, że trzyma wolant i tyle. Dziecko też mogłoby to robić. Niewidomy po prostu nie może pilotować samolotu i już.
Alter ego: A więc jest gorszy od widzącego.
Ego: Ty znowu swoje. Dlaczego gorszy? Nie może i tyle. Zresztą nie od widzącego, ale od pilota co najwyżej. Nie każdy widzący jest pilotem.
Alter ego: Tak, ale każdy widzący może przynajmniej spróbować zostać pilotem. Niewidomy nie może.
Ego: Zgoda, ale to nie powód, aby nazywać go gorszym. Czy mężczyzna jest gorszy od kobiety, bo nie może rodzić? Wiele rzeczy niewidomi robią lepiej od widzących, więc może to powinno się podkreślać. Mówi się na przykład, że niewidomi nie mają sobie równych w zawodzie masażysty. Ja widzę tu podwójną argumentację. Po pierwsze masaż wykonywany przez niewidomego jest mniej krępujący. Ludzie wstydzą się nagości, a gdy mają świadomość, że masażysta nie widzi, łatwiej im się rozebrać. Sam kiedyś zostałem zapytany przez znajomego, czy nie potrafię masować, bo ktoś szuka masażysty właśnie z tego względu, by niejako ośmielić klientów. Drugi aspekt to wyczucie. Niewidomy posługuje się dotykiem inaczej niż widzący, więc i masażysta z niego lepszy. Oczywiście to tylko ogólne spojrzenie na sprawę, bo pewnie są kiepscy niewidomi masażyści i doskonali widzący.
Alter ego: Coś jeszcze dodasz w temacie bycia niewidomym?
Ego: Owszem. Myślę, że niewidomym się jest. Nie można bywać nim od czasu do czasu. To proces długotrwały. Trzeba mieć tego świadomość każdego dnia i w każdej chwili, bo inaczej może się to źle skończyć. Ja nigdy nie powiem sobie: „Hej, jesteś już kozak, stary! Niestraszne ci wyjście na ulicę, niestraszna codzienność, niestraszna komunikacja miejska!”. Muszę pamiętać, kim jestem, aby nadal w ogóle być kimś.
Alter ego: Hmmm, a może tak jaśniej?
Ego: Rutyna, mój drogi, rutyna niejednego zgubiła. Potrafię to, umiem tamto i nagle bum! Nie ma człowieka. Jeden krok za daleko, jedno machnięcie laską za mało i przestaję być niewidomym, bo w ogóle przestaję być. Świat jest uboższy o jedno istnienie. Ludzie często zadają mi pytanie, ile czasu potrzeba, aby po utracie wzroku zacząć funkcjonować? Odpowiadam wtedy, że oczywiście to zależy od determinacji. Jeśli ktoś ćwiczy chodzenie z białą laską godzinę dziennie, to po tygodniu ćwiczeń będzie poruszał się mniej pewnie od tego, który ćwiczy pięć godzin dziennie. Ale nie można stwierdzić w pewnej chwili, że już wszystko potrafię. Tak naprawdę uczę się być niewidomym przez cały czas, odkąd zacząłem nim być.
Alter ego: To w końcu jesteś niewidomy czy stajesz się niewidomy?
Ego: A niedojrzałe jabłko jest jabłkiem czy nim się dopiero staje?
Alter ego: Staje się dojrzałym jabłkiem.
Ego: To samo mam na myśli. Wciąż staję się bardziej niewidomym, będąc nim cały czas. Dostrzegam nowe odcienie swej inności, uczę się, doskonalę, modyfikuję siebie samego i w konsekwencji odkrywam swoje niewidome ja.
Alter ego: Odkrywasz niewidome ja, które kiedyś było widzące. Czy to duży szok?
Ego: Staram się nie konfrontować tego, co doświadczałem, z tym, czego doświadczam. Konfrontacja zawsze doprowadza do konfliktu. Zaraz ktoś zapyta, czy chciałbym znów widzieć?
Alter ego: A chciałbyś?
Ego: Powiem tak: nie spędza mi to snu z powiek. Nie tęsknię za obrazami. Czasem odczuwam ich brak, ale tylko czasem. Myślę, że widzącym także zdarza się, w przypływie niezdrowych emocji, nie chcieć czegoś widzieć. Ja widzieć już nie muszę. Przywykłem do gadających komputerów, białej laski, mówiących telefonów i całej reszty sprzętów dla niewidomych. Uznałem, że da się tak żyć i że to życie mnie nie przytłacza. Nie jest to takie samo życie, ale nie jest także aż tak inne, abym rozpaczliwie pragnął powrotu do tamtego sprzed utraty wzroku. Wrócę do myśli o konfrontacji. Ja mogę skonfrontować życie bez wzroku z życiem osoby widzącej. Mogę, ale po co? Co niby mam udowodnić? Że lepiej jest widzieć? Ja nie wiem, czy lepiej. Na pewno jest wówczas łatwiej. Nie zawsze to, co łatwiejsze, jest lepsze, prawda? Właśnie z tego powodu nie tęsknię za wzrokiem. Oczywiście mam świadomość, że moje życie uległo zmianie, ale to jest właśnie konfrontacja. Po co porównywać te rzeczywistości? Czy to coś zmieni? Przecież wzroku mi nie przywróci. Sztuka dla sztuki i tyle. Moim zdaniem nie ma to sensu.
Alter ego: Nie ma dla ciebie znaczenia, czy widzisz, czy nie?
Ego: Zależy w jakim kontekście. Oczywiście, że nie mogę podziwiać już górskich widoków, zachodów słońca czy zgrabnych damskich nóg. Ktoś mógłby powiedzieć, że wiele tracę, ale to tylko jakiś punkt widzenia. Cisza wieczoru może być tak samo piękna jak widok zachodzącego słońca. Wrażliwość duszy nie opiera się wyłącznie na obrazach. Chcę przez to powiedzieć, że staram się nie koncentrować na własnej ślepocie i na tym, czego mnie ona pozbawia. To jest właśnie konfrontacja, to podkreślanie, że czegoś zostałem pozbawiony. Oczywiście, można tak to ująć, ale ja wolę myśleć o tym, co daje mi niewidzenie, o tym, jakie porusza we mnie sfery, co uwypukla, czego mogę w jego wyniku doświadczyć, a nie co mi zabrało.
Alter ego: Zapytam wprost: lepiej jest widzieć czy nie?
Ego: To ja odpowiem pytaniem na pytanie: lepiej jest chorować na raka czy AIDS? Nie można tej sprawy stawiać tak prosto. Z pragmatycznego punktu widzenia lepiej jest widzieć, bo, jak mówiłem, żyjemy w świecie stworzonym przez widzących dla widzących, ale pragmatyzm to zaledwie część rzeczywistości. Zostaje jeszcze całkiem sporo innych konotacji. Pragmatyk odpowie na twoje pytanie: lepiej jest widzieć niż nie widzieć, a filozof zacznie się zastanawiać nad odpowiedzią.
Alter ego: Jesteś pragmatykiem czy filozofem?
Ego: Jestem optymistą. Uważam, że skoro nie mam wpływu na to, czy widzę, czy nie, muszę sobie dawać radę w takiej rzeczywistości, jaka została mi zadana. Wrócę jeszcze na chwilę do konfrontowania pełnosprawności z niepełnosprawnością. Ludzie pytają, czy lepiej jest nie widzieć od urodzenia czy stracić wzrok.
Alter ego: I co odpowiadasz?
Ego: Ja pytam najpierw, co oni sądzą.
Alter ego: I co sądzą?
Ego: Różnie. Jedni, że lepiej jest nie widzieć od urodzenia, bo wtedy człowiek nie wie, co traci, a drudzy, że lepiej stracić wzrok, bo przynajmniej wie się, jak wygląda świat.
Alter ego: A ty jak uważasz?
Ego: Zgadzam się po trosze z jednymi i z drugimi, choć nie podoba mi się stwierdzenie, że niewidomy od urodzenia nie wie, co traci.
Alter ego: Dlaczego?
Ego: Utrata ma pejoratywny wydźwięk. Brzmi to trochę tak: oj, biedni ci niewidomi od urodzenia, biedni! Świata nie widzieli, słońca nie oglądali, kolorów nie znają, biedni, oj biedni!
Alter ego: A nie są biedni?
Ego: Czy ten, kto nie zna pojęcia bogactwa, nigdy nie miał pieniędzy, może odczuwać ich brak? Znów chodzi o konfrontację. Po co porównywać jedno i drugie? Dla sztuki? Ja nie widzę sensu. Niewidomy nigdy nie widział świata. I co z tego? Czy taki pigmej z buszu, który nigdy nie miał w ręce smartfona, jest przez to nieszczęśliwy? Myślę, że nastolatek ze świata Zachodu może tak twierdzić, ale czy to obiektywna prawda? Trzeba zapytać pigmeja, czy jest szczęśliwy, czy nie. Myślę, że jest szczęśliwy, gdy cieszy się tym, co ma. Smartfon do szczęścia potrzebny nie jest.
Alter ego: A wzrok?
Ego: Też nie. Gdyby tak było, to wszyscy niewidomi byliby nieszczęśliwi.
Alter ego: A uważasz, że wszyscy są szczęśliwi?
Ego: Oczywiście, że nie, ale tak samo ma się rzecz z głuchymi, „wózkowiczami”, a idąc dalej, także z blondynkami, szatynami, grubymi, chudymi, policjantami, żołnierzami czy nauczycielami. Pojęcie szczęścia nie jest zdeterminowane przez status społeczny, zawód, płeć, kolor skóry czy niepełnosprawność. Jest czymś szerszym, przekraczającym to wszystko. Niewidoma blondynka może być szczęśliwa, a widząca nie. Widzący masażysta może być szczęśliwy, a niewidomy nie. Ot i cała filozofia.
Alter ego: A ty jesteś szczęśliwy?
Ego: Jasne! I to jak! Myślę, że zawsze trzeba z życia brać to, co piękne, dobre, radosne i wspaniałe. Sądzę, że każdy w swoim życiu może coś takiego znaleźć. Trzeba się tylko dobrze rozejrzeć. Wystarczy nie koncentrować się na tym, co trudne i szare, a słońce zacznie świecić. Zresztą słońce przecież zawsze świeci, tylko czasem zakrywają je chmury. Gdy skoncentrujesz się na chmurach, zapomnisz o słońcu.
Alter ego: Czy jesteś dumny, że nie widzisz?
Ego: Ups, a co to za pytanie?
Alter ego: Skoro szukasz pozytywów w niewidzeniu, to może jest ono dla ciebie powodem do dumy?
Ego: Samo niewidzenie raczej nie. Nikt nie bywa dumny z tego, że jest blondynem lub mężczyzną. Tak mi się przynajmniej wydaje. Oczywiście można pewnie znaleźć na świecie ludzi o nadętym ego, ale to jedynie wyjątki potwierdzające regułę. Czasem bywam dumny, że pokonałem własne ograniczenia, że udało mi się zrobić coś, co wydawało mi się trudne, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby być dumnym, że nie widzę. Gdybym pysznił się swoją niepełnosprawnością, byłoby to po prostu niedorzeczne. Niedawno pewna znajoma po wizycie na Niewidzialnej Wystawie powiedziała, że niewidomi to najodważniejsi ludzie świata. Dokonała szybkiego porównania, bo na chwilę przestała cokolwiek widzieć. Nie uważam, aby miała rację. Pewnie gdzieś na początku ociemniałości człowiek ma obawy, aby wyjść na ulicę, ale z biegiem czasu porusza się coraz pewniej i odważniej. Na pewno niewidomi nie są najodważniejszymi ludźmi świata.
Alter ego: Lubisz, gdy ludzie cię podziwiają?
Ego: Zależy kiedy. Gdy podziwiają to, że staram się pokonywać swoją niepełnosprawność, to tłumaczę im, że nie robię niczego wyjątkowego. Z ich punktu widzenia może tak, ale obiektywnie rzecz biorąc – nie. Myślę, że ani zachwyt nad niewidomymi, ani współczucie nie są najlepszymi postawami.
Alter ego: Co cię denerwuje w sobie?
Ego: Doskonałe pytanie. Czasem denerwuje mnie to, że nie rozumiem widzących, a raczej, że próbuję ich poustawiać według własnego widzimisię. Ja kiedyś widziałem, więc wiem, jak się żyje, oglądając świat. Mam wrażenie, że niektórzy niewidomi, ja także rzecz jasna, stawiają widzącym zbyt wygórowane żądania.
Alter ego: Jakieś konkrety?
Ego: Chodzi na przykład o to, że z jednej strony niewidomi chcą być traktowani jak widzący, a z drugiej strony oczekują specjalnych względów. Czasami mam wrażenie, iż wymaga się od widzącego jakiejś superempatii, wręcz jasnowidzenia w kontaktach z niewidomymi. To oni mają wiedzieć, jak się zachować, a jeśli nie zachowują się tak, jak chcemy, to znaczy, że powinni się zmienić. Zapominamy, że oni widzą, więc myślą trochę innymi kategoriami. Trzeba im o tym powiedzieć, a nie mieć pretensję, że tego nie wiedzą. Często ludzie proponują mi pomoc w zejściu po schodach, a ja przecież tej pomocy nie potrzebuję. Moim zdaniem widzący uważają, że ze schodów można spaść, a łatwiej jest to zrobić, nie widząc, więc proponują pomoc, choć ja wolałbym, aby przede wszystkim pokazali mi schody, a nie pomagali je pokonać. Przejść przez jezdnię też nie jest trudno. Trudniej jest znaleźć przejście przez ulicę, ale w takich kategoriach widzący nie myśli, bo widzi. Irytacja tu nic nie pomoże. Zamiast irytacji potrzebna jest edukacja.
Alter ego: Zawsze usprawiedliwiasz widzących?
Ego: Nie. Nie rozumiem na przykład, dlaczego lekarz w gabinecie albo pani w banku zwraca się nie bezpośrednio do mnie, lecz do mojego przewodnika. Mam wrażenie, że niektórzy widzący nie mają wyobraźni. Sądzą, że ślepota to defekt umysłowy. To już nie brak edukacji. Takie zachowanie trąci ignorancją. To mnie denerwuje i czasem głośno o tym mówię.
Alter ego: Miałeś mówić o tym, co w kontekście twojej niepełnosprawności denerwuje cię w sobie, a nie w innych.
Ego: Denerwuje mnie to, o czym już powiedziałem. Mam czasami za duże wymagania względem widzących. Dlaczego ten facet akurat stoi tu, na mojej drodze, skoro jest tyle miejsca dookoła? Dlaczego ludzie na peronie metra zajmują pozycję tuż obok linii wypukłych punktów, które dla mnie są szlakiem orientacyjnym? Dlaczego ktoś potrąca mnie na ulicy? Takie pytania się czasem pojawiają w mojej głowie. Wreszcie dochodzę do wniosku, że są bez sensu, bo uzurpuję sobie prawo stanowienia o innych. Ten facet ma stać tam, a nie tu, ludzie w metrze powinni oddalić się od wypukłych punktów, na ulicy wszyscy muszą zwracać uwagę na mnie, a więc uważam się za uprzywilejowanego. Z jakich powodów? No, ja nie widzę, a oni widzą, a zatem cała odpowiedzialność spada na nich. Ja jestem usprawiedliwiony.
Alter ego: A nie jesteś?
Ego: Czasami jestem. Zamyślę się i wpadam na kogoś na ulicy lub siadam w autobusie na czyichś kolanach, bo wydaje mi się, że miejsce jest puste. Zdarza się. Przepraszam wtedy z uśmiechem i tyle. Myślę, że każdy mnie rozumie.
Alter ego: A jeśli nie?
Ego: Pewnego dnia, gdy przebijałem się z białą laską w dłoni przez tłum wychodzący z metra, jakiś mężczyzna wpadł na moją laskę i przewrócił się. Wstając, posłał w moim kierunku kilka niecenzuralnych zdań. Świat nie jest idealny. Zdarzają się i tacy, którzy mnie nie rozumieją. To normalne.
Alter ego: Co sobie wtedy myślisz? Masz ochotę takiego udusić?
Ego: Może w pierwszym odruchu czasem tak. Później jednak robi mi się go żal. Dochodzę do wniosku, że musi mieć paskudne życie. I współczuję jego bliskim.
Alter ego: A co powiesz o twoich bliskich?
Ego: Są wspaniali.
Alter ego: Nie współczujesz im, że żyją obok niewidomego?
Ego: Wydaje mi się, że nie mam powodów. Sądzę, że robię wszystko, aby jak najmniej doświadczali mojej niepełnosprawności, a jak jest naprawdę, tego nie wiem, musiałbyś ich zapytać.
Alter ego: Pojawiają się jakieś trudności?
Ego: Czasem mam wrażenie, że usprawiedliwiają mnie bardziej niż trzeba. Nie chcą dać mi do zrobienia tego, co uważam, że zrobić mogę.
Alter ego: Nadopiekuńczość?
Ego: Raczej w pewnym sensie brak zaufania, że mogę. Im się wydaje, że to niemożliwe, a ja mam inne zdanie.
Alter ego: Stajesz wtedy okoniem?
Ego: Nie. Czasem robię to, czego mi nie pozwalają po cichu. Nikt o tym nie wie, a jest zrobione. Ja mam świadomość swej ułomności. Na pewno nie podkradnę kluczyków od samochodu i nie pojadę po zakupy. Mierzę możliwości na zamiary.
Alter ego: Chyba czas kończyć. Na koniec może jakaś odezwa do narodu lub przesłanie?
Ego: Motto mojego życia. Dodam, że to zdanie nie jest mottem, dlatego, że jestem niewidomy. Przeczytałem je oczami w książce, którą uważam za jedną z najlepszych na świecie. Jeszcze wówczas nie wiedziałem, że będę niewidomy.
Alter ego: Co to za zdanie?
Ego: Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Alter ego: Bez komentarza.
Ego: Bez. Miło było z tobą porozmawiać.
Alter ego: I vice versa. Do widzenia.
Ego: Do widzenia.