skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Kultura

Miejsce zadumy i refleksji Teresa Dederko

Położony na skraju Puszczy Kampinoskiej szumi starymi drzewami, których jesienne liście przykrywają groby i alejki. Jest miejscem urokliwym, pełnym powagi, ale nie smutnym. Każdego roku w końcu października chodziliśmy tam, wraz z wychowawcami, aby pomóc w porządkach przed dniem Wszystkich Świętych. Przy tej okazji słuchaliśmy opowiadań o ludziach tu pochowanych, a także uczono nas, jak zachowywać się w takim miejscu. Mieliśmy być spokojni i poważni – tylko tyle „wymagał” od nas cmentarz „zakładowy” w Laskach koło Warszawy. Pamiętam, jakim szokiem, po tych wszystkich naukach, była dla mnie pierwsza wizyta na Powązkach. Odwiedzający groby głośno rozmawiali, palili papierosy, śmiali się, a przy bramie kupowali słodycze. Nas uczono szacunku dla zmarłych, przestrzegania ciszy i modlitewnego skupienia. Długo byłam przekonana, że tak jest na wszystkich cmentarzach. Nie jest...
W Laskach braliśmy udział w procesjach z pochodniami, które w Dzień Zaduszny wyruszały spod kaplicy, aby piaszczystą, leśną drogą wędrować do miejsca, gdzie na modlitwy żywych oczekiwali zmarli. Szliśmy tą samą drogą, którą przed laty wozy z trumną były ciągnięte przez osiołki. W Laskach do dzisiaj zachował się też ładny zwyczaj przychodzenia na cmentarz z procesją rezurekcyjną w noc Zmartwychwstania Pańskiego. Właśnie przy takiej okazji, co prawda już jako dorosła znalazłam się o północy w miejscu, gdzie podobno powinny straszyć duchy. Tutaj było inaczej. Dookoła słyszałam pieśń „Wesoły nam dzień dziś nastał...”, a do wtóru kojąco szumiała puszcza. Na laskowskim cmentarzu wszyscy są równi, charakteryzuje go bardzo prosty wystrój. Nie ma tu wielkich grobowców, pomników czy prywatnych kapliczek, groby są ziemne, a przy nich stoją proste drewniane krzyże. Coraz więcej mam tu bliskich znajomych: nauczycieli, wychowawców, sióstr, a nawet koleżanek i kolegów.
Te moje wspomnienia sprowokowała nie tylko pora roku, ale przede wszystkim książka Teresy Cwaliny zatytułowana „Kartki z cmentarza”. Autorka dobrze zna Laski, zarówno ich historię, jak i współczesność, gdyż przez wiele lat uczyła dzieci niewidome, prowadząc lekcje języka polskiego. Robiła to nawet po objęciu stanowiska dyrektora zespołu szkół. Monografia cmentarza laskowskiego składa się z kilku części i została wpisana w szerszy kontekst. Dzięki temu czytelnik, który nie zetknął się z dziełem Matki Czackiej, zostaje wprowadzony w jego historię i idee. Autorka uatrakcyjniła swoje opracowanie, przytaczając w rozdziale „Świadectwa” wypowiedzi np. pisarza Jerzego Andrzejewskiego, aktorki Mai Komorowskiej, poety ks. Jana Twardowskiego. Książka może też służyć jako przewodnik ułatwiający identyfikację kwater i poszczególnych grobów. Indeks nazwisk osób zmarłych informuje o wszystkich, którzy na tym cmentarzu zostali pochowani. A spoczywają tu nie tylko pracownicy Ośrodka i jego dobroczyńcy, ale również znani twórcy kultury i politycy. Jest więc to miejsce ostatniego spoczynku m.in. Jerzego Zawieyskiego, Aleksandra Małachowskiego, Antoniego Słonimskiego, Mariana Brandysa i jego żony Haliny Mikołajskiej. Na wprost bramy, przy głównej alei znajduje się potrójna mogiła założycieli Lasek, nad którą góruje biały, brzozowy krzyż.
Książki „Kartki z cmentarza” nie czyta się jak powieści, chociaż jest napisana pięknym językiem. Stanowi ona za to ważne źródło wiedzy o dziele Matki Czackiej, o ludziach, którzy je tworzyli i wpisali się na stałe w jego historię. Życie, a może śmierć, dopisuje dalsze stronice, chociaż jeszcze nie wydrukowane. Pierwszego listopada odwiedzimy świeże groby: p. Zofii Morawskiej, która 80 lat swojego długiego życia oddała niewidomym i s. Klary odznaczonej medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Niestety na razie książka jest dostępna tylko w wersji czarnodrukowej, a dopiero w przyszłym roku będzie szansa na jej nagranie. Można ją kupić w Laskach w Domu Rekolekcyjnym i w Krajowym Duszpasterstwie na ulicy Piwnej w Warszawie.