skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Kultura

„Carte blanche” na srebrnym ekranie Małgorzata i Grzegorz Modrzyńscy

Lista polskich produkcji, w których główny bohater ma dysfunkcję wzroku, przedłużona została o kolejny tytuł. 23 stycznia bieżącego roku do kin wszedł film Jacka Lusińskiego „Carte Blanche”.

Głównym bohaterem tego obrazu jest nauczyciel historii jednego z lubelskich ogólniaków – Kacper Bielik (w tej roli Andrzej Chyra). Pewnego dnia, zaniepokojony pogorszeniem widzenia, udaje się do okulisty. Diagnoza lekarska jest nieubłagana - cierpi na genetyczną i nieuleczalną chorobę – retinitis pigmentosa. Jak wielu z nas wie, schorzenie to ma charakter postępujący i prowadzi w konsekwencji do ślepoty.
Kacper stara się zataić dysfunkcję przed dyrekcją szkoły, kolegami z pracy i uczniami. Towarzyszy mu – tak dobrze znany wielu z nas – lęk przed zwolnieniem z pracy z powodu utraty wzroku. Przy pomocy różnych sztuczek i drobnych forteli z powodzeniem ukrywa swoją tajemnicę. Wykazuje się przy tym nie lada pomysłowością, dzięki czemu film obfituje w zabawne sytuacje. Reżyser nie stara się jednak za wszelką cenę rozbawić widza płaskim konceptem. Akcenty humorystyczne powodują, że odbiorca nie zostaje przytłoczony nieszczęściem nauczyciela historii.
Jedynym powiernikiem Kacpra zostaje Wiktor (w tej roli Arkadiusz Jakubik) – przyjaciel z czasów studenckich – jego przeciwieństwo pod względem statusu społeczno-materialnego. To on – po początkowym oporze – angażuje się emocjonalnie oraz poświęca swój czas, aby pomóc koledze: szuka informacji o schorzeniu, pomaga sprawdzać klasówki, zamawia sprzęt lektorski.
Film stanowi próbę zobrazowania przeżyć osoby tracącej wzrok. Reżyser wraz z odtwórcą głównej roli umiejętnie prowadzą widza drogą, jaką przemierzał Kacper. Od momentu otrzymania diagnozy okulistycznej, poprzez chwile zwątpienia i nadziei, aż do czasu, w którym bohater pogodził się z chorobą i nauczył się z nią żyć.
Kacper nie jest postacią kryształową. Ma swoje słabości i chwile załamania. Nierzadko ucieka się do drobnych kłamstw, aby go nie zdemaskowano. Robi to, aby przetrwać, aby znów wrócić na uprzednio obraną drogę, co ostatecznie osiąga.
Jacek Lusiński starał się bardzo rzetelnie i nader sugestywnie pokazać przebieg choroby. W tym celu zastosowano specjalne efekty wizualne, które miały uświadomić oglądającemu, w jaki sposób widzi osoba dotknięta barwnikowym zwyrodnieniem siatkówki.
Andrzej Chyra nie popadł w egzaltację, o co nie trudno przy takiej roli. Postać przez niego wykreowana wypada nadzwyczaj sympatycznie. Dobrze poradził sobie z mimiką, emocjami oraz oddaniem zachowania osoby, która traci wzrok.
Jako ciekawostkę warto dodać, że w filmie pojawia się pierwowzór Kacpra Bielika - Maciej Białek. Zagrał w jednej ze scen, niepozbawionej przewrotnego humoru.
Mocną stroną obrazu jest oparcie scenariusza na historii wspomnianego Macieja Białka – historii, która stała się inspiracją dla reżysera, oraz doborowa obsada aktorska, a także umiejscowienie akcji filmu w Lublinie – mieście, w którym ta historia rozegrała się naprawdę.
Producent zadbał też o niewidomego widza. Obraz posiada bowiem ścieżkę z audiodeskrypcją. Przygotowała ją mająca spore doświadczenie w tej dziedzinie, Izabela Künstler, znana zapewne wielu czytelnikom „Pochodni”. Jednak nie wszystkie kina mają odpowiednie słuchawki, a co za tym idzie nie wszystkie też oferują projekcję „Carte Blanche” z audiodeskrypcją.
Warto również podkreślić bardzo dobrą promocję filmu na tle innych produkcji, których bohaterami były osoby z dysfunkcją wzroku. Przed premierą w mediach pojawiały się liczne wzmianki o „Carte blanche” oraz wywiady z twórcami i aktorami, jak i z samym Maciejem Białkiem. Dzięki temu obraz ma szansę na większą widownię. A przecież „Carte blanche” to fantastyczna lekcja niewymuszonej tolerancji. Widz styka się tu z problemami towarzyszącymi osobie niewidomej w codziennym życiu, co sprawia, że wartość edukacyjna produkcji staje się nie do przecenienia. Ważną rolę odgrywa również aspekt popularyzujący tematykę osób z dysfunkcją wzroku w społeczeństwie. Słowem, film Jacka Lusińskiego łączy w sobie przyjemne z pożytecznym.