skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Historia

Literat, dziennikarz, społecznik (wspomnienia o Jerzym Szczygle) Danuta Tomerska

Był moim kolegą redakcyjnym. Nasza znajomość sięgała czasów, gdy Jurek (w 1958 r.) zaczął swoją pracę zawodową w Zakładzie Wydawniczym PZN, przejmując redakcję miesięcznika społeczno-literackiego „Nasz Świat”. Zasilił nasz skromny wówczas zespół redakcyjny.
Józef Szczurek był redaktorem naczelnym „Pochodni”, Halina Banaś – wydawnictw szkolnych („Światełka” i „Promyczka”), a ja kierowałam redakcją wydawnictw nieperiodycznych. Trochę później dołączył do nas pianista Edwin Kowalik jako redaktor naczelny „Magazynu Muzycznego”. Razem tworzyliśmy zręby przyszłego ZWiN-u. Wiele nas łączyło, znaliśmy się tak dobrze. Byliśmy świetną ekipą, również towarzyską, bo wszyscy mieliśmy poczucie humoru. Wspomnienie tamtych lat budzi ciepło w sercu.



Wspólne chwile
Pokoje „Naszego Świata” i redakcji nieperiodyków sąsiadowały ze sobą, toteż spotykaliśmy się z Jerzym codziennie. Wpadał do mnie z jakimś pytaniem lub wiadomością, a w wolnej chwili przychodził na pogawędkę. Był człowiekiem rozmownym, dociekliwym. Opowiadał często o cudownej żonie Lucynie, którą nazywał zdrobniale Lusią. Poznałam ją osobiście. Jest to osoba niezwykle miła, życzliwa i bardzo skromna. Stanowili z Jerzym dobraną parę, łączyła ich silna więź – miłość do dzieci i literatury. Jurek był kochającym mężem i ojcem, każda choroba żony lub dzieci odbierały mu spokój i radość życia.
Ponieważ dwoje starszych dzieci Szczygła było w wieku moich córek, mieliśmy wspólny temat. Interesowało go wszystko, co dotyczyło wychowania dzieci. Wspomniałam kiedyś w rozmowie ze Szczygłem, że do Warszawy przyjeżdża sławny Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Koncertował głównie za granicą. Miał wkrótce wystąpić w Warszawie, tylko jeden raz. Powiedziałam, iż bardzo chciałabym, aby moje córki mogły zobaczyć „Mazowsze”, bo to ważne i piękne. Niestety wszystkie bilety były już wyprzedane. Jurek nic nie mówiąc wyszedł z redakcji, a za kilka dni przyniósł mi 3 bilety do Sali Kongresowej. Ogromnie się ucieszyłam. Jakież było moje zdziwienie, że na koncercie obok nas siedziała pani Lucyna z dziećmi. Wspominam o tym incydencie jako bardzo znaczącym, bo ujawniły się wtedy dwie cechy osobowe Szczygła – przebojowość oraz troska o to, aby jego dzieci miały to wszystko, co dzieci rodziców widzących, aby nie straciły w życiu nic z powodu jego niepełnosprawności.
Rozmawiałam ze Szczygłem nie tylko o dzieciach i pracy, ale o życiu w ogóle. Jurek sporo mi o sobie opowiadał. Bardzo często snuł wspomnienia o swoim dzieciństwie. Zwierzył się, jak boleśnie przeżył śmierć matki, jak gorąco modlił się w czasie jej choroby, aby od nich nie odeszła. Wymieniał najbardziej traumatyczne chwile ze swego dzieciństwa. Może doświadczenia tamtych lat miały kluczowy wpływ na jego osobowość?
Jerzy Szczygieł był człowiekiem kontrowersyjnym, a więc różnie przyjmowanym przez otoczenie. Czasem jego sposób bycia onieśmielał ludzi, lub zniechęcał do niego. Wiele osób mówiło, że go nie lubi, bo jest arogancki i zarozumiały. Zawsze wykazywał dużą odwagę w relacjach z przełożonymi. Wielu rzeczywiście mogło nie darzyć go sympatią, ponieważ zawsze mówił to, co myślał. Jerzy zarozumiały nie był, ale prawdą jest, że budził emocje. Potrafił być lodowaty albo niezwykle ciepły i troskliwy. Z czasem, w ostatnich latach swego życia, Jerzy łagodniał coraz bardziej. Nie odczuwał już potrzeby zasłaniania się od ludzi maską oschłości. W mojej pamięci Jurek pozostał jako osoba błyskotliwa i pełna pasji. Przez swą działalność zapisał sobie w historii lat 80. wspaniałą kartę, ale poznajmy jego dzieje od początku.

Życie pisane przez wojnę
Jerzy Szczygieł przyszedł na świat 14 marca 1932 r. w biednej rodzinie, w Puławach, w małym nadwiślańskim miasteczku na Lubelszczyźnie. Nigdy o nim nie zapomniał, bo puławskie krajobrazy były ostatnimi, jakie oglądał własnymi oczami. Toteż prawie wszystkie jego powieści rozgrywają się w małych miejscowościach przypominających jego rodzinne Puławy. Los zapisał Jurkowi bardzo trudne, smutne dzieciństwo. Wcześnie został sierotą. Najpierw, w 1941 r., stracił ojca. W czasie II wojny światowej zginął jego starszy brat Edward, który jako komendant AK walczył w partyzantce, a następnie został zamordowany w obozie hitlerowskim. Pod koniec wojny, w 1944 r., po ciężkiej chorobie zmarła mu matka. Jurek został tylko z młodszym bratem, Mundkiem, którym musiał się zaopiekować i zastąpić mu rodzinę. Jerzy Szczygieł był postacią tragiczną. Tuż po wojnie, w 1945 r., na polach minowych, w wyniku wybuchu, stracił wzrok i lewą nogę. Po dłuższym leczeniu w puławskim szpitalu został umieszczony w Zakładzie dla Dzieci Niewidomych w Laskach.
W tym czasie trafiła do Lasek grupa chłopców, którzy podobnie jak Jerzy stracili wzrok przy rozmontowywaniu wojennych niewypałów. Nazywano ich „minerami”. Ci chłopcy byli nieco starsi od innych uczniów, trochę zapóźnieni w nauce, przedwcześnie dojrzali po przeżyciach wojennych. Trudno było im się przyzwyczaić do rygorów, jakie panowały w Zakładzie. Oni czuli się dorośli, chcieli palić papierosy, flirtować z dziewczętami ze wsi, a tam traktowano ich jak dzieci. Zaczęli się buntować przeciwko zakazom i patriarchalnym stosunkom panującym w tej placówce. Na czele zbuntowanej grupy stał Jerzy Szczygieł, chłopiec o cechach przywódcy. Pewnego dnia „minerzy” zorganizowali nawet strajk.
Po opuszczeniu Lasek Jerzy rozpoczął naukę w jednym z warszawskich liceów. Jednak zły los nadal go nie opuszczał. Chłopiec obarczony od wczesnych lat pracą, niedożywiony, zachorował na gruźlicę, wówczas rozpowszechnioną. Skończyło się to pobytem w sanatorium przeciwgruźliczym w Otwocku. Tam go wyleczono, mógł więc kontynuować naukę i przygotować się do egzaminu dojrzałości. W sanatorium poznał uroczą dziewczynę, Lucynę Marię Kowalewską. Wkrótce okazało się, że stała się najważniejszą kobietą w jego życiu. Zbliżyły ich wspólne zainteresowania literackie, a połączyła wielka prawdziwa miłość. W Otwocku zdali razem maturę, a w czasie wakacji (21 sierpnia 1953 r.) wzięli w Gdańsku ślub. Zamieszkali na stałe w Warszawie. Było to małżeństwo niezwykle dobrane, zawsze się rozumieli i wspierali. Wychowali i wykształcili troje dzieci otaczając je ciepłem, troską i rodzicielską miłością.

Głos dziennikarza
W latach 1953–1957 Jerzy Szczygieł studiował filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w Polskim Związku Niewidomych jako redaktor naczelny miesięcznika „Nasz Świat”. Czasopismo to składało się częściowo z przedruków, ale nowy redaktor zwiększył liczbę artykułów oryginalnych. Wprowadził stały felieton „Od kuchni”, w którym sam pisał o sprawach aktualnych, ważnych. Stworzył też „kącik wierszy”, w którym niewidoma młodzież szkół średnich i wyższych mogła publikować swoje utwory poetyckie.
Jerzy Szczygieł często zabierał głos w sprawach istotnych dla całego środowiska niewidomych. Wraz z innymi spółdzielcami walczył o powołanie Centralnego Związku Spółdzielni Niewidomych zamiast istniejącego ZSN, a także o stworzenie czasopisma „Niewidomy Spółdzielca” jako organu prasowego CZSN. Po osiągnięciu celu Jerzy Szczygieł został naczelnym redaktorem „Niewidomego Spółdzielcy”, który ukazywał się w wersji brajlowskiej i czarnodrukowej.
Trybuną dla głoszenia własnych poglądów uczynił Szczygieł specjalne rubryki w redagowanych przez siebie czasopismach: w „Naszym Świecie” – „Od kuchni”, a w „Niewidomym Spółdzielcy” – „Felieton specjalny” podpisany „Kserkses”. Jerzy był znakomitym publicystą, pisał z wielkim temperamentem, wierząc w swoje posłannictwo. „Nasz Świat” redagował 29 lat, a „Niewidomego Spółdzielcę” prawie 20. W sumie napisał około 1000 felietonów.

Pisarz przede wszystkim
Ale Jerzy Szczygieł czuł się przede wszystkim literatem. Od lat chłopięcych marzył o pisaniu książek. Powiedział mi kiedyś, że planuje napisanie w życiu 18 powieści. Tego planu nie dane mu było wykonać. Brakowało tak niewiele… A oto cały jego dorobek literacki: „Tarnina”, „Milczenie”, „Drogi rezygnacji”, „Dopalające się drzewa”, „Sen o brzozowych bucikach”, „Ziemia bez słońca”, „Szare rękawiczki”, „Powódź”, „Nigdy cię nie opuszczę”, „Jak trudno kochać”, „Po kocich łbach”, „Nie jesteś inny”, „Poczekaj błyśnie! Poczekaj otworzy się!”, „Zejdź z traktu”.
Najczęściej bohaterami książek Jerzego Szczygła jest młodzież, rozpoczynająca samodzielne życie w okresie, w którym formuje się jej wrażliwość i cechy reagowania na świat.
Pierwszą książką Jerzego Szczygła, która ukazała się w druku była „Tarnina”. Stanowiła ona ważną pozycję w rozwoju prozy młodzieżowej o tematyce wojennej. Powieść ta ukazuje surową prawdę o wojnie i odziera z niej iluzję przygodowych uroków. Bogata twórczość Jerzego Szczygła oparta jest w dużym stopniu na jego osobistych doświadczeniach.
Z ukazaniem się w druku „Tarniny” wiążą się pewne wspomnienia. Jerzy, który zawsze miał gest i fantazję, zaprosił nas, wszystkich redaktorów, na obiad do restauracji na Starówce. Bardzo sympatycznie i kameralnie uczciliśmy debiut literacki naszego kolegi. Jerzy okazał się człowiekiem bardzo towarzyskim i miłym. Wręczył nam egzemplarze autorskie z dedykacją. Drugie wspomnienie jest bardziej wzruszające. Żona Jurka była wówczas w szpitalu. Mąż zrobił jej niespodziankę i zawiózł kilka egzemplarzy nowo wydanej książki. Pani Lusia była niezmiernie uradowana. Z czułością tuliła te książki i gładziła ich grzbiety. Nic dziwnego, ona była ich pierwszą recenzentką i jakby współautorką. Gdy Jurek opowiadał nam tę historię, jego twarz promieniowała szczęściem, że taką radość sprawił swojej Lusi.
Poza powieściami dla dzieci i młodzieży Jerzy Szczygieł pisał również książki o innej tematyce, adresowane do dorosłych czytelników.
Najbardziej znaną jego powieścią jest „Milczenie”. Jej akcja rozgrywa się po wojnie w małym mieście. Autor podjął w niej temat trudnych konfliktów sumienia i problemów moralnych oraz zagadnienie bierności, która może zniszczyć człowieka. Książka składa się z dwu części: „Milczenie” oraz „Szczury”, a wydarzenia powieściowe ukazane są w dwóch relacjach: księdza proboszcza i chłopca. Wymowę uniwersalną ma motto powieści: „Milczeniem można nie tylko wiele wyrazić, ale i zdziałać”. Na podstawie tej książki polski reżyser Kazimierz Kutz zrobił film pod tym samym tytułem w doskonałej obsadzie aktorskiej. Jurek opowiadał, że często przebywał na planie filmowym i razem z reżyserem tworzyli scenariusz. W 1963 r. „Milczenie” reprezentowało na festiwalu filmowym w Wenecji polską kinematografię.
Warto jeszcze wspomnieć o książce, która ukazała się w druku kilka lat po śmierci autora, choć napisana została o wiele wcześniej. Powieść ta nosi tytuł „Zejdź z traktu”. Rzecz dzieje się w Puławach na przełomie lat 60. ubiegłego wieku w czasie budowy kombinatu azotowego w tym mieście. Budowa stanowi tło, na którym autor określił dramat ludzkich losów. Ukazał bolesne starcie mentalności mieszkańców miasta ze ściągniętą dla potrzeb budowy ludnością napływową. Książką pt. „Zejdź z traktu” autor oddał hołd Puławom, swojemu rodzinnemu miastu. Tu były jego korzenie.

Azyl dla dziennikarzy
Jerzy był urodzonym społecznikiem i świetnym organizatorem. Jego życie było wypełnione różnymi aktywnościami. Pomysłów mu nie brakowało. Warto wspomnieć o zorganizowanej przez Szczygła ogólnoeuropejskiej naradzie dziennikarzy prasy dla niewidomych w 1975 r. Mimo istniejącej wówczas żelaznej kurtyny między Wschodem a Zachodem, przybyło wielu przedstawicieli z różnych krajów. Redaktor Szczygieł zorganizował tę naradę z rozmachem.
W czasie stanu wojennego w Polsce wielu ludzi określonych jako wrogowie ustroju było prześladowanych i wyrzuconych z pracy. Jerzy Szczygieł, który nigdy nie stawał plecami do cudzego nieszczęścia, przyszedł z pomocą dziennikarzom usuniętym ze swych redakcji i udostępnił im łamy „Niewidomego Spółdzielcy”. Skutkiem czego, ten mało znany, niskonakładowy miesięcznik stał się najlepszym pismem w Polsce i bastionem opozycji. Figurowały w nim nazwiska najwybitniejszych dziennikarzy, których nie można było znaleźć gdzie indziej. „Niewidomy Spółdzielca” stał się pismem poszukiwanym i osiągał wysokie ceny na czarnym rynku. Mimo szykan ze strony ówczesnych mocodawców prasy, Jerzy nie ulegał presji. Ale naciski stawały się coraz większe. Przyszedł moment, że cenzura zabroniła zamieszczania nazwisk nieprawomyślnych autorów tekstów (np. Bratkowskiego, Kalabińskiego). Redaktor Szczygieł, uznając to za bezprawie, wystosował pozew do Sądu Administracyjnego. Była w tym geście i wielka odwaga, i bunt, a także odpowiedzialność dziennikarza wobec siebie i społeczeństwa. Dla władz związkowych i partyjnych w KC stał się Szczygieł dużym kłopotem i niewygodą. Aby go uciszyć, użyto politycznego szantażu: albo redakcja „Niewidomego Spółdzielcy” wycofa pozew, albo czasopismo przestanie istnieć. Szczygieł musiał skapitulować, ale zapłacił za to wysoką cenę. Te wszystkie naciski odbiły się na jego zdrowiu. W niedługim czasie dostał udaru mózgu i znalazł się w szpitalu.
Pani Lucyna przyniosła tam ostatnią książkę Jerzego, „Poczekaj błyśnie! Poczekaj otworzy się!” która właśnie ukazała się drukiem. Jerzy wziął ją jeszcze do ręki, ale nie wiadomo czy był tego świadom. Tracił już przytomność. Zmarł 21 sierpnia 1983 r., na dwa dni przed 30. rocznicą ich ślubu. Miał 51 lat.

W oczach innych
Pisząc o Szczygle, nie sposób nie wspomnieć o Annie Frajlich Zając, która była ważnym jego pracownikiem, a jej osoba obrosła legendą. W 1965 r. rozpoczęła pracę jako lektorka w redakcji „Naszego Świata”. Polecił ją ktoś z uniwersytetu jako niezwykle utalentowaną absolwentkę polonistyki. Anna Frajlich Zając od samego początku była swoim nowym szefem zauroczona. Wydał jej się człowiekiem wyjątkowym i niesamowitym. Podziwiała go za inteligencję, bystrość, zaradność i ogromną siłę wewnętrzną. Zwracała się do niego zawsze z szacunkiem: „panie redaktorze”. Jerzy cieszył się jej wielkim uznaniem, bardzo o niego dbała. Ania pracowała ze Szczygłem 4 lata, wyjechała za granicę w 1969 r., ale na zawsze pozostała najszczerszym przyjacielem Szczygła i jego rodziny. Obecnie Anna Frajlich mieszka na stałe w Nowym Jorku. Jest cenioną poetką emigracyjną. Po śmierci Jerzego napisała wzruszający i refleksyjny „Tryptyk żałobny” poświęcony jego pamięci. Zamieściła też artykuł o nim w paryskiej „Kulturze”. Od wyjazdu z Polski aż do śmierci Jerzego, Ania przysyłała mu na imieniny kwiaty. Ze swoim szefem nigdy się już w życiu nie spotkała. A oto fragment wywiadu z nią w amerykańskim „Przeglądzie Polskim”: „Z „Niewidomym Spółdzielcą” byłam związana od samego początku (…) Jerzy Szczygieł walczył o tę publikację. Dopiął swego (zawsze umiał dopiąć swego). Był to człowiek silny z charyzmą(…) Zmaganie się z przeciwnościami losu dodawało redaktorowi sił, rozmachu, fantazji. Wobec przeszkód miał postawę walczącą, walczył cały czas, nie zawsze dobrze rozumiany przez innych, ale ci, którzy go rozumieli, stali przy nim wiernie, darząc go przyjaźnią i podziwem(…)”
Anna Frajlich podkreślała, że jej szef był człowiekiem sprawiedliwym, szlachetnym, czułym i wrażliwym. Kochał przyrodę, interesowali go ludzie biedni, krzywdzeni i słabi, z nimi rozmawiał najuważniej”.
Redaktor Wanda Opala-Wiśniewska przez wiele lat pracowała w redakcjach kierowanych przez Jerzego Szczygła. Potem przeszła do redakcji wydawnictw nieperiodycznych. Wanda często opowiadała o swoim byłym szefie, rzeczowo, bez emocji. Była bystrą obserwatorką. Określała Szczygła jako człowieka przebojowego i bardzo energicznego. Należał do ludzi trudnych w relacjach zwierzchnik – pracownik. Był dla niej szefem, do którego zwracała się nie inaczej jak „panie redaktorze”. Szef potrafił uzależnić pracownika od siebie - wspominała Wanda - przy swojej obrotności dawał sobie łatwo radę w każdej sytuacji. W różnych instytucjach i ministerstwach częstokroć przeforsowywał wiele spraw będących na pograniczu marzeń. Wanda podziwiała niezwykłą lotność szefa w formułowaniu zdań. Gdy przychodził rano do redakcji, w głowie miał już gotowy materiał na artykuł. Dyktował pracownikowi cały felieton w takiej formie, że można go było od razu przekazać do druku. Red. Opala-Wiśniewska podkreślała, że Szczygieł był w zasadzie człowiekiem bardzo wrażliwym.
Jacek Moskwa, znany dziennikarz i pisarz, jest autorem książki „Antoni Marylski i Laski”, której fragment zamieszczam niżej. W 1982 r. pozostał on bez pracy, jak większość dziennikarzy w stanie wojennym. Dowiedział się wówczas o mało znanym czasopiśmie „Niewidomy Spółdzielca”, w którym ukazują się nazwiska najlepszych polskich publicystów. Sekretarz redakcji tego pisma, znany dziennikarz Dariusz Fikus, skontaktował Jacka Moskwę z redaktorem naczelnym Jerzym Szczygłem.
„Muszę przyznać, że niesłychanie mi zaimponował. Niewidomy, w dodatku bez nogi i palców u ręki, promieniował energią i zawziętością. Bronił autorów i artystów, odpierał twardo rozmaite zamachy na suwerenność miesięcznika. Napisałem i ja dla „Spółdzielcy” krótki, wielce aluzyjny felieton. Korzystając z okresu przymusowej bezczynności zawodowej, pracowałem wtedy społecznie dla Lasek, gromadząc magnetofonowe relacje świadków z dawnych lat. Dowiedziawszy się o moim zajęciu, Szczygieł zaproponował mi, abym napisał kilkuodcinkowy szkic o Antonim Marylskim. Dodał, że planuje w „Spółdzielcy” cały cykl o wybitnych postaciach Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Kiedy mówiłem o tym w Laskach, spotkałem się z niejakim zdziwieniem. Pamiętano bowiem tego dziennikarza(…) jako owego młodego człowieka zbuntowanego przeciwko całej laskowskiej tradycji. Powiedziałem o tym Szczygłowi. Umówiliśmy się na długą rozmowę o Antonim Marylskim, Laskach i młodzieńczym buncie mojego rozmówcy. Nic nie wyszło z tych planów (…) Nadeszła wiadomość o jego śmiertelnej chorobie. Nad trumną przemawiali koledzy – niewidomi i przedstawiciele środowiska dziennikarskiego. Pogrzeb prowadził ks. Bronisław Dembowski, ongiś wychowawca w Laskach. Chowaliśmy Jerzego Szczygła w upalny letni dzień (…)” („Antoni Marylski i Laski”, Biblioteka „Więzi”, str. 185). Redaktor Jerzy Szczygieł spoczął na warszawskim Cmentarzu Północnym.
W dniu 13.12.1912 roku w 31. rocznicę ogłoszenia stanu wojennego odbyła się w Pałacu Prezydenckim uroczystość wręczenia odznaczeń państwowych. Za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce oraz za osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta) został odznaczony pośmiertnie redaktor Jerzy Szczygieł. Z rąk prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego order odebrała żona zmarłego Lucyna Szczygieł.
Chociaż od śmierci Jerzego Szczygła minęło w sierpniu br. 30 lat, mam nadzieję, że mój artykuł odnowi pamięć o tym niezwyczajnym człowieku. Wierzę, że jego twórczość i działalność zachowała wartość ponadczasową.