skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Cywilizacja

Syntezator brajlem końca XX wieku Grzegorz Kubalski

Nowoczesne technologie informatyczne, komputer wraz z odpowiednim oprzyrządowaniem to w obecnych czasach prawie już standard, bez którego trudno funkcjonować osobie niewidomej w szkole, pracy czy w codziennym życiu. Szkoda, że nasi włodarze nie zdają sobie z tego sprawy i fundują nam rozwiązania prawne nieprzystające do zmieniającej się rzeczywistości. I choć wynika to może nawet nie ze złej woli, ale po prostu z niewiedzy, to doprowadza do sytuacji, w której osoba niepełnosprawna czuje się jak obywatel drugiej kategorii.

„Polskie przepisy naruszają moje prawo do głosowania w warunkach zapewniających nie ujawnianie moich preferencji politycznych. Jestem zmuszona prosić osobę widzącą o pomoc w wypełnieniu karty do głosowania” - takiej treści wypowiedź niewidomej bydgoszczanki pojawiła się w mediach w dniu wyborów do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem wystarczy tak niewiele, aby raz na zawsze rozwiązać ten problem. Udało się to zrobić już w takich państwach jak: Estonia, Belgia, Szwajcaria oraz w części Stanów Zjednoczonych, umożliwiając wyborcom głosowanie przez Internet. Warunkiem skorzystania z tej nowatorskiej metody jest posiadanie podpisu elektronicznego.

Niedoróbka legislacyjna
Możliwość składania podpisu w takiej formie została wprowadzona w Polsce w sierpniu 2002 r. Sam podpis elektroniczny to nic innego, jak specjalny kod służący do zidentyfikowania osoby, która podpisała dany dokument istniejący w wersji elektronicznej. Kody są przyznawane i weryfikowane przez systemy informatyczne specjalistycznych firm (obecnie w Polsce działają 3 tego typu podmioty). Podpis taki może być wykorzystywany nie tylko podczas wyborów. Zgodnie z art. 5 ust. 2 ustawy z dn. 18 września 2001 r. o podpisie elektronicznym, „dane w postaci elektronicznej opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym są równoważne pod względem skutków prawnych dokumentom opatrzonym podpisami własnoręcznymi (chyba że przepisy odrębne stanowią inaczej).” W praktyce oznacza to, że dokumenty podpisane elektronicznie traktuje się tak samo, jak te podpisane własnoręcznie.
W trakcie prac nad ustawą o podpisie elektronicznym posłowie zapewniali, że takie rozwiązanie stworzy szansę sygnowania dokumentów przez osoby niewidome. Niestety parlamentarzyści uchwalili niedoskonałe prawo. Żaden z przepisów tej ustawy nie wprowadził bowiem wyjątku od ogólnej zasady uwierzytelniania pism przez osoby, które nie mogą samodzielnie zapoznać się z treścią podpisywanego dokumentu. Zasada ta została zawarta w art. 80 kodeksu cywilnego, w którym jednoznacznie stwierdza się, że jeśli osoba niemogąca czytać ma złożyć oświadczenie woli w formie pisemnej, powinna to zrobić w formie aktu notarialnego.

Zaufać „gadaczowi”?
Rygorystyczny przepis wymagający formy aktu notarialnego dla pisemnych oświadczeń osób niewidomych podyktowany jest założeniem, że osoba nie będąca w stanie przeczytać treści dokumentu, który podpisuje może być narażona na nieuczciwość ze strony kontrahenta. Zdaniem wielu niewidomych zasada ta powinna się jednak zmienić. Opinię taką głoszą przede wszystkim te osoby, które korzystają z syntezatorów mowy.
Urządzenia te są w stanie wiernie przekazać treść dokumentu zapisanego w formie elektronicznej. Wiele osób z dysfunkcją wzroku pracuje na odpowiedzialnych stanowiskach, posługując się w pracy komputerem wyposażonym w skaner i syntezator mowy. Ich pracodawcy nie mają wątpliwości, że poziom percepcji niepełnosprawnych pracowników zależy nie od stanu narządu wzroku lecz narządu słuchu i, co oczywiste, inteligencji.

E-podpis w natarciu
Nierozsądne byłoby domaganie się automatycznego zrównania podpisu elektronicznego składanego przez osoby niewidome z podpisem własnoręcznym. Krok taki wymaga analiz z zakresu informatyki oraz prawa. Warto jednak rozpocząć je już teraz, kiedy toczą się prace nad nowelizacją ustawy o podpisie elektronicznym.
Liczba zastosowań e-podpisu stale rośnie, a wraz z nią ilość aktywnych zestawów do jego składania. W lutym tego roku przekroczyła ona 200 tys. Obok zawierania umów z osobami dysponującymi podpisem elektronicznym, stworzono możliwość kierowania drogą internetową wniosków i deklaracji do urzędów administracji publicznej. Jak twierdzą fachowcy, barierą w rozpowszechnieniu tej nowinki technicznej są koszty uzyskania dostępu do takiej usługi (ok. 200-300 zł za sprzęt, oprogramowanie i roczną opłatę subskrybencką, czyli abonament). Liczba użytkowników e-podpisu ma, według powszechnych prognoz, wzrosnąć po wprowadzeniu dowodów osobistych z chipem zawierającym dane służące do składania podpisu elektronicznego.

Wielka rewolucja
Obchodzimy w tym roku dwusetną rocznicę urodzin Ludwika Braille’a. Stworzony przez niego alfabet przyczynił się do rozpowszechnienia edukacji wśród osób z dysfunkcją wzroku. Dzięki wykształceniu uzyskały one dostęp do lepszej pracy oraz wzrosły ich możliwości rozwoju kulturalnego. Powszechnie uważa się alfabet Braille’a za odkrycie epokowe, któremu osoby z naszego środowiska zawdzięczają swoją dzisiejszą pozycję.
Niewykluczone, że udźwiękowiony komputer, wraz z całym osprzętem (skaner, powiększalnik), okaże się wynalazkiem jeszcze bardziej znaczącym. Przemawia za tym kilka argumentów. Po pierwsze chodzi o zwiększenie możliwości komunikowania się niewidomego ucznia z nauczycielem. Niewątpliwie rozwój technologii informatycznej ma tu podstawowe znaczenie. Trudno przecież zaprzeczyć faktowi, iż coraz więcej dzieci uczęszcza do szkół masowych, a nie specjalnych. Po drugie - pojawiają się nowe zawody wykonywane przez osoby niewidome, na przykład informatyk. Upowszechnienie podpisu elektronicznego będzie kolejnym argumentem, przemawiającym za nazywaniem pomysłodawcy syntezatora mowy - Ludwikiem Braille’m końca dwudziestego wieku.