skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Sami o sobie: Pomóc niewidomemu, ale jak? Alicja Nyziak

Od czasu do czasu pojawiają się w prasie materiały odnoszące się do problematyki pomocy osobom niewidomym i słabowidzącym. Niczym bumerang wraca wówczas pytanie – jak w odpowiedni sposób pomagać? Spróbuję w tym materiale podpowiedzieć Państwu, jak to robić, aby okazana pomoc była konstruktywna i dała satysfakcję obu stronom.
Najważniejszą kwestią jest uświadomienie sobie, że osoba używająca białej laski lub poruszająca się w towarzystwie psa przewodnika stosuje inne zasady, które pozwalają jej zorientować się w terenie. Osobie widzącej, patrzącej z boku na te „akrobacje”, mogą wydawać się one dziwne, a nawet bezsensowne. Sęk tym razem nie tkwi „w desce”, ale w punktach orientacyjnych. Jeżeli nagle podejdziemy do niewidomego i chwycimy go pod łokieć lub za rękę i zaczniemy prowadzić, to efekt będzie taki, że niewidomy straci orientację i zacznie się opierać niczym kot przed kałużą. Również nie sprawdza się autorytatywne stwierdzenie – „ja pani, panu pomogę”, mocne złapanie danej osoby i... heja do przodu. Przecież my widzimy, więc niechaj człowiek się nie martwi, że traci grunt pod nogami oraz wszelkie punkty orientacyjne. Mało konstruktywne będzie również „przepychanie” niewidomego przez jezdnię na drugą stronę ulicy. Także ingerowanie w „działania” psa przewodnika nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Pies jest odpowiednio wyszkolony i chociaż nam dziwaczne może wydawać się jego postępowanie, to zapewniam, że on bezpiecznie doprowadzi niewidomego do wytyczonego celu. Naturalnie cel, trasę wytycza człowiek, pies dba o bezpieczne dotarcie w konkretne miejsce.
Czasami mamy ochotę pogłaskać psa przewodnika. Trudno się temu dziwić, bo najczęściej są to piękne, duże rasowe zwierzaki o łagodnym usposobieniu. Proszę jednak pamiętać, że gdy ma on założone specjalne szelki, które nazywają się szorki, to jest w pracy. Wówczas jego zachowanie, reakcje są zupełnie inne niż naszego domowego sierściucha. Dlatego często na szorkach umieszczany jest napis: „Nie głaskać, pracuję”.
Jak zatem postępować, aby nasza pomoc była skuteczna i właściwa? Najpierw zapytajmy, czy dana osoba życzy sobie pomocy. Może się okazać, że dziś radzi sobie świetnie, ale innym razem chętnie z niej skorzysta. Natomiast, gdy nasza chęć pomocy zostaje przyjęta, zapytajmy, w jaki sposób możemy pomóc. Wysłuchajmy, na czym ma ona polegać i zastosujmy się dokładnie do wskazówek obdarowanego naszą życzliwością. To bardzo istotne, gdyż pozwoli wspieranemu naszym wzrokiem łatwiej zorientować się w sytuacji, gdy w ramach dalszej życiowej galopady pognamy przed siebie, zostawiając go po przeprowadzeniu przez jezdnię lub pokonaniu chodnikowego toru przeszkód. Bywa tak, że po udzieleniu pomocy niewidomy zadaje prozaiczne pytanie: przepraszam, w którym miejscu dokładnie jestem? Cisza, brak odpowiedzi. Najpierw konsternacja, a potem stwierdza, że zadał pytanie w przestrzeń, „pomocny łokieć” już pogonił za własnymi sprawami. Dla widzącego nie problem, ale niewidomemu pozostaje „taniec” z laską w poszukiwaniu jakiegoś punktu odniesienia. Przy tej okazji może zostać obdarowany różnymi niechcianymi bonusami w rodzaju: niemiłego zderzenia z obudową budki telefonicznej, mało czułego „uścisku” ze słupem ogłoszeniowym, skrzynką na listy. Może też wtarabanić się na pięknie wyeksponowaną na chodniku reklamę; atrakcji do wyboru, do koloru.
Detal, na który osoby widzące nie zwracają uwagi, a który jednak ma ogromne znaczenie, to sposób „pilotażu”, czyli chwytanie niewidomego pod łokieć i prowadzenie. Zdaje się, że to rozwiązanie „chwytania”, zostało podpatrzone u pracowników służb ratunkowych. Rzeczywiście ratownicy medyczni, pielęgniarki, strażacy w razie potrzeby chwytają ratowanego pod łokieć i prowadzą gdzie trzeba. Zazwyczaj prowadzona osoba jest widząca, więc ta forma wsparcia nie stanowi problemu dla obu stron. W sytuacji, gdy mamy kontakt z osobą niewidomą lub słabowidzącą ta relacja ulega diametralnej zmianie.
Dlaczego ten prozaiczny chwyt ma takie ogromne znaczenie? Otóż osoba niewidoma powinna zawsze iść za swym przewodnikiem i to ona powinna trzymać go za łokieć. Jeśli bowiem chwytamy kogoś pod łokieć, to automatycznie wysuwa się on o pół kroku do przodu. To pół kroku wystarcza, aby poczuć się pewnie i dobrze wyczuwać balansowanie ciała przewodnika. Najlepiej unerwione są opuszki palców, wystarczy minimalny kontakt z osobą, która pomaga, aby dokładnie orientować się w sytuacji. Wiem, że osobie widzącej może taki delikatny dotyk wydawać się zbyt „wątły” i wywoływać wrażenie, że za chwilę zgubi człowieka. Mimo tej chwilowej obawy najlepiej pozwolić, aby to niewidomy czy słabowidzący trzymał się w sposób, który pozwala mu czuć się bezpiecznie. Ta sama zasada obowiązuje przy wchodzeniu lub schodzeniu ze schodów, wsiadaniu do środków komunikacji miejskiej. Należy pamiętać, że niewidomy musi na swój sposób „zobaczyć” przeszkodę, którą ma pokonać. Najczęściej wykonuje praktycznie niezauważalne dla otoczenia ruchy dłonią, czy stopą pozwalające w pełni zorientować się w sytuacji.
Odrobinę trudniejszą przeszkodą są schody ruchome. Wiadomo, jak tu się na nie z kimś „wtarabanić”, gdy ten ktoś nie widzi, a one jadą! Tutaj, mimo że prowadzimy, dajmy szansę niewidomemu, aby wyczuł łączenie między stałą krawędzią, a ruchomą taśmą schodów, znalazł poręcz. Gdy, to zrobi, sam płynnym ruchem ulokuje się na odpowiednim miejscu.
Jeśli będziecie Państwo przestrzegać tych prostych, podstawowych zasad, to okaże się, że pomaganie osobom z dysfunkcją wzroku nie przedstawia większego problemu. Proszę pamiętać, że osoba, której deklarujemy pomoc, wyrażając na nią zgodę, obdarza nas pełnym zaufaniem. Jeżeli ktoś tego zaufania nadużyje, to blizna w psychice pozostanie na długo.
Jest pewna zabawa, która pomaga uświadomić sobie, jak trudno jest zawierzyć bezgranicznie drugiemu człowiekowi. Stojąc z zamkniętymi oczami, mamy luźno opadać do tyłu. Wiemy, że za nami jest osoba, która na sto procent nie pozwoli nam upaść. Proszę spróbować, a przekonacie się Państwo, że nie jest to wcale takie łatwe i proste, by do samego końca mieć zamknięte oczy!