skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Zagranica

Latvia in my mind Marta Michnowska

Brzegiem trawnika, naprzeciw napuszonego gmachu opery, człapią kaczki spłoszone przez niemieckich turystów płynących na rowerze wodnym po krętym kanale wijącym się przez całe miasto. Ptaki zaczepiają studentów wylegujących się nad wodą w cieniu drzew, pijaka śpiącego pod krzakiem, z zaciekawieniem przyglądają się rozśpiewanym Krisznowcom przekraczającym tanecznym krokiem mostek. Dopiero para szczebioczących po rosyjsku dzieciaków lituje się nad pierzastymi wagabundami, oddając im słodką drożdżówkę. To będzie wspaniałe ujęcie!

Wielka niewiadoma
Wymiana młodzieży na Łotwie pod hasłem „Pictures in my mind” już na wstępie zaskoczyła nas zapowiedzią warsztatów fotograficznych dla osób niewidomych i słabowidzącyh. Niejednemu automatycznie na myśl nasunęło się pytanie: to jakaś pomyłka czy zwykła kpina? Tymczasem tydzień spędzony w Rydze właściwie od początku do końca był okresem niezwykłym. Kilkuosobowe grupki z Polski, Niemiec i Liechtensteinu przyjechały w nieznane, by spotkać się z paroma Łotyszami, poznać się nawzajem, pozwiedzać, dobrze się bawić, a przy okazji stworzyć coś ciekawego. Tak, chcąc, nie chcąc, zostaliśmy prawdziwymi artystami.
Za ideą całej naszej łotewskiej przygody nie stała żadna organizacja wspierająca osoby niewidome i słabowidzące, ale dwie młode dziewczyny, które nie miały większego doświadczenia w aktywizowaniu osób z dysfunkcją wzroku. Brak ten nadrabiały ogromną wyobraźnią generującą stale nowe pomysły i niekończącym się zapałem. – Idea warsztatów fotograficznych skierowanych do osób mających problemy z widzeniem to zasługa w takim samym stopniu moja, jak i mojego znajomego – mówi Dace 27-letnia piękna Łotyszka, główna organizatorka wymiany. – Któregoś dnia, absolutnie dla zabawy, robiliśmy sobie nawzajem zdjęcia z zawiązanymi oczami, byliśmy ciekawi, co z tego wyjdzie. Ku naszemu zaskoczeniu, fotografie okazały się bardzo interesujące – niestandardowe ujęcia, kadry na pierwszy rzut oka nietrafione, ale jeśli się lepiej przyjrzeć – ukazujące szczegół z całkiem innej, niezwykłej perspektywy. To nas natchnęło – dodaje.
Dace miała wizję, a wiecznie uśmiechnięta Sabrina z Liechtensteinu pomogła ją zrealizować. Wspólnie napisały projekt w programie „Youth in action” („Młodzież w działaniu”). Napisały, przekonały decydentów, dostały pieniądze, ale gdy przyszło do konkretnych działań, poczuły, że potrzeba im wsparcia. W przygotowania czynnie zaangażowali się więc pracownicy Polskiego Związku Niewidomych oraz niemieckiego odpowiednika naszej organizacji.
- Urzeczywistnienie takiego pomysłu to ogrom papierkowej i organizacyjnej pracy – wyjaśnia Anna Lemańczyk, koordynatorka wymian młodzieży wspieranych przez PZN. – Należy dopilnować wielu szczegółów technicznych – trzeba zadbać między innymi o to, aby zakwaterowanie i wszelkie działania odpowiadały potrzebom osób z dysfunkcją wzroku i żeby były dla nich bezpieczne.
Powinnościom trzeba było uczynić zadość, odbyła się więc seria spotkań przygotowawczych. Kiedy zaś wszystko było już zapięte na ostatni guzik, wszyscy odetchnęli swobodnie, a z Polski, Niemiec i Liechtensteinu ruszyły na podbój Łotwy grupy młodych niewidomych z aparatem fotograficznym w ręku.

Przedziwne spotkania
Pierwsza niespodzianka czekała nas już na lotnisku, kiedy z pomocą uczynnych asystentów weszliśmy na pokład samolotu wielkości autobusu unoszonego siłą obracających się śmigieł. Stres ponad chmurami mijał z kolejnymi minutami spokojnego, słonecznego lotu, ale zniknął bezpowrotnie dopiero po nieoczekiwanie stabilnym lądowaniu. A potem – potem było już tylko lepiej. Ramava – nasza łotewska przystań, nie przygarnęła nas czule na swoje łono, ona nas pochłonęła całkowicie. Przejście przez kamienną bramę w kształcie łuku triumfalnego zdawało się być podobne teleportacji. Stara, drewniana willa z wygodną werandą i wielkimi schodami, na których spędzaliśmy później każdą wolną chwilę, wylegując się w słońcu, bardziej kojarzyła się nam z domem Pippi Langstrum, niż z młodzieżowym hostelem. Wielki, dziki ogród ze strumykiem, stare kręte, drewniane schody, skrzypiące co krok i sieć połączonych ze sobą pokoi wymagały trochę czasu, by je dobrze poznać i spenetrować, ale to, co początkowo sprawiało trudności, z czasem złożyło się w naszej wyobraźni na niepowtarzalną magię tego miejsca.
Już od pierwszego dnia atmosfera w Ramavie była przednia, a to za sprawą umiejętnego wymieszania uczestników. Przesympatyczni goście z Liechtensteinu chętnie pomagali początkowo nieśmiałym współlokatorom z Polski, a towarzyscy Łotysze rozbrajali dobrym humorem odrobinę zachowawczych Niemców. Dzięki różnym integracyjnym zabawom i wieczornym ogniskom ani narodowość, ani wiek, ani stopień niepełnosprawności nie stanowiły barier. Z dnia na dzień kompetencje językowe rosły, wiedza kulturowa się poszerzała i zawiązywały się przyjaźnie.

Dźwięk w obiektywie
Najciekawszą część wymiany stanowiły bez wątpienia owe kontrowersyjne warsztaty fotograficzne. Każdy z uczestników mógł stanąć po drugiej stronie aparatu i wczuć się w rolę prawdziwego czarodzieja fotografii, który potrafi zatrzymać na wieczność ulotne chwile. A zabawa nie była taka prosta, szczególnie dla widzących i słabowidzących. Wszystkim fotografom dano bowiem równe szanse, każdy musiał zrezygnować całkowicie ze wzroku, a w związku z tym musiał porządnie wytężać pozostałe zmysły, by zrobić dobre zdjęcia. Aby ułatwić im zadanie, czteroosobowe grupki statystów przedstawiały swoiste, atrakcyjne wizualnie spektakle, bogate w rozmaite brzmienia i głosy. Dzięki temu „łowca ujęć” mógł chwytać dźwięki obiektywem i utrwalać ich wyobrażone obrazy. Dla niektórych była to po prostu fajna zabawa, dla innych – doświadczenie trudności niewidzenia, dla kolejnych zaś – rodzaj artystycznej ekspresji. Wszyscy opowiedzieli później o swoich wrażeniach i emocjach w wywiadach, które zostaną połączone z obrazami w filmową całość przez prowadzącego warsztaty profesjonalnego fotografika.
- Kiedy to właśnie ja miałam robić zdjęcia, przeraziłam się – słyszymy wypowiedź niewidomej uczestniczki, a przed oczami mamy jej przestraszoną minę, którą jednak szybko zastępują niespodziewanie celne zdjęcia z balonami w roli głównej.
Do tego multimedialnego kolażu dodać jeszcze trzeba plakaty, ilustrujące każdą sesję zdjęciową, które można nie tylko obejrzeć, ale również dotknąć. W projekcie zaplanowano pokazy naszej artystycznej produkcji w formie wystaw w każdym z biorących udział w wymianie krajów. Z niecierpliwością czekamy na polską premierę!

Zielona Ryga
Na deser pozostawiono nam doznania turystyczne. Ucztę rozpoczęliśmy od porannej, bardzo nietypowej wizyty w Narodowym Muzeum Ryskim, gdzie mogliśmy dosłownie „dotknąć” sztuki. Chłód marmurowych akademickich popiersi zamienialiśmy na pełne skrajności kubistyczne rzeźby łączące twardość kanciastych brył z jedwabiem idealnie gładkiego granitu. Nakarmiwszy zmysł dotyku, ruszyliśmy w miasta głodni kolejnych wrażeń.
Na czym polega urok Łotwy? Zrozumieć to najłatwiej w samym jej sercu – pięknej, rozbrzmiewającej milionami dźwięków, zielonej Rydze. Znaleźliśmy się pośrodku bałtyckiego skrzyżowania kultur i od razu zauroczyły nas różnorodność, gościnność i ta melodia... Całe miasto wydaje się rozbrzmiewać rozmaitymi dźwiękami. Z każdego zakątka ryskiej starówki, gdzie przenikają się wpływy różnych europejskich i azjatyckich kultur, płynie muzyka. Na schodach ewangelickiej katedry smętnie zawodzi tercet smyczkowy, pod ścianą ceglanej, pamiętającej średnie wieki bramy dwie młode dziewczyny z pasją uderzają w struny gitar, a jedną z kawiarń o nowoczesnym wnętrzu nieoczekiwanie opanowuje śpiew starych kobiet w tradycyjnych strojach. Cóż za wybuchowa mikstura! To miasto śpiewa samo sobą, nawet linia mostu kolejowego przecinającego Dołgawę i kształt budynków targowych układają się w falującą sinusoidę melodii. Fotografowaliśmy więc średniowieczne mury miejskie, przepiękną starówkę, gdzie słowiańska swojskość przenika się z niemiecką solidnością i wschodnim przepychem. I jeszcze tę gęstwinę zielonych parków. Tak właśnie próbowaliśmy zachować Łotwę i jej melodię w naszej pamięci.