skocz do treści

Pochodnia - Miesięcznik społeczny Polskiego Związku Niewidomych

Felieton

Przedzjazdowe refleksje prawie rówieśnika PZN Jerzy Ogonowski

Odkąd sięgam pamięcią, a sięgam w zasadzie te 60 rocznicowych lat, zawsze przed kolejnymi zjazdami były zamieszczane w „Pochodni” różnorodne myśli, przemyślenia, propozycje itp. na kolejne lata istnienia naszej organizacji. Czy znajdowały one jakieś odbicie w późniejszej działalności, tego chyba nikt nie wie. Podobnie jak trudno dziś też ustalić, czy czytelnictwo „Pochodni” spadło, czy wzrosło, bo inne warunki, są wersje elektroniczne, jest dostęp do czasopism powszechnie czytanych, na wiele poprzednio wychodzących periodyków PZN nie ma pieniędzy... Może więc starym zwyczajem powiem coś o sekcjach i podobnych ogniwach Związku, o czym na pewno mówić warto, a najlepiej – coś konkretnego i konstruktywnego zrobić. Jak więc jest z tymi sekcjami?
Bo nad charakterem obecnie działających sekcji oraz nad tymi, które kiedyś działały i zrobiły wiele dobrego, warto by się zastanowić. Ludzie w moim przedziale wiekowym pamiętają jeszcze zapewne sekcję młodzieży uczącej się. Potem była z niej komisja krajowa, potem podkomisja, a potem już nic. Było też wcześniej jakieś gremium niewidomych nauczycieli. Odbywały się również obozy sportowo-rehabilitacyjne młodzieży uczącej się, których też już nie ma. O szerokiej współpracy PZN ze szkolnictwem i oświatą pisze Józef Szczurek i warto nad tym się pochylić. Bo wpływ PZN na szkolnictwo specjalne jest żaden. Sądzę, że brak zainteresowania tą dziedziną ze strony Związku jest bardzo niepokojący, bo – być może – leży on u podstaw zaniku znaczenia PZN w kraju.
Ważną sekcją, może nawet pierwszą, była sekcja masażystów. Głównym jej zadaniem były szkolenia prowadzone przez PZN celem podniesienia kwalifikacji niewidomych masażystów. Czasopismo „Niewidomy Masażysta” było organem tej sekcji. Po przerwie spowodowanej brakiem środków czasopismo zostało wznowione i przybrało charakter jeszcze bardziej merytoryczny i europejski. Pod zmienionym tytułem „Terapia fizykalna” nie znalazło jednak zainteresowania wśród niewidomych masażystów i zostało zlikwidowane. Zawód masażysty jest nadal jeszcze zawodem dla niewidomych powszechnie społecznie akceptowanym. Jeśli masażyści w Związku nie będą mieli większego znaczenia, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ku temu zmierzamy, to PZN straci kolejny istotny atut swego istnienia i wagi.
Wydaje się, że aktualnie najżywotniej prezentuje się sekcja diabetyków i cieszy się poparciem władz naczelnych. Należałoby działalność tę podtrzymywać i wzbogacać.
Chyba istniało kiedyś coś w rodzaju sekcji sportowej, ale to przejął Cross i niech mu będzie.
Szczególnie ciekawym przypadkiem jest sekcja pracujących na otwartym rynku pracy. Powstała w latach osiemdziesiątych pod nazwą Sekcja Zatrudnionych poza Środowiskiem Inwalidów i była reakcją na brak pomocy finansowej i sprzętowej ze strony PZN w porównaniu ze spółdzielcami, co w okresie wielkiego niedoboru towarów dawało się nam mocno we znaki. Umożliwiła szeroką integrację rozproszonych po kraju jednostek wykonujących, jak się okazało podczas spotkań, bardzo różnorodne zawody. Występowała z licznymi inicjatywami, a Zarząd Główny nierzadko powierzał jej członkom realizację poważnych opracowań. Podział administracyjny sekcji nie odpowiadał okręgom, istniało kilka rejonów łączących po kilka okręgów. Przemiany ustrojowe wymusiły zmiany, bo jeżdżenie po okręgach przewodniczących rejonów okazało się zbyt kosztowne. Ostatecznie powstała sekcja zatrudnionych na otwartym rynku pracy o strukturze jednopoziomowej. W ostatnim okresie zabrakło środków tak na szkolenia z przewagą komputerowych, jak i na odbycie kilku zebrań zarządu krajowego rocznie. Trzeba też przyznać, że zainteresowanie działalnością sekcji było średnie, może poza sympozjami komputerowymi, które cieszyły się dobrą frekwencją. W odniesieniu do tej sekcji należałoby odpowiedzieć sobie na kilka istotnych pytań:
1. Czy praca niewidomych, do której pracodawca otrzymuje dodatkowe świadczenie z PFRON, może być traktowana jako praca na otwartym rynku?
2. Czy praca osób, prowadzących firmy, np. dystrybucji sprzętu informatycznego przeznaczonego dla niewidomych i finansowanego przez PFRON, może być traktowana jako praca na otwartym rynku?
3. Czy w obecnych warunkach istnieje coś takiego, jak praca niewidomego na otwartym rynku, gdzie panuje konkurencja, ruch cen, ostra walka o przetrwanie?
4. Jeśli istnienie tego rodzaju sekcji jest potrzebne, to jaki powinien być jej regulamin i kto powinien do niej należeć?
Na te pytania musiałyby odpowiedzieć władze PZN, a przede wszystkim zainteresowani i obecni członkowie sekcji. Bo nie wiadomo, czy struktura sekcji jest na tyle jednolita, że może reprezentować interesy jakiejś konkretnej grupy. Jest przecież zasadnicza różnica pomiędzy pracownikiem, do którego dopłaca PFRON a osobą prowadzącą działalność gospodarczą, a więc biorącą udział w ogólnym „wyścigu szczurów”. Ale i ci ostatni mają dopłaty do składek ZUS. W okresie mijającej kadencji bardzo mocno zaznaczyła się sprzeczność pomiędzy członkami PZN korzystającymi z przysługujących ulg i przywilejów w pracy a sekcją zatrudnionych na otwartym rynku na tle tychże przywilejów i ulg. Powstaje zatem realna kwestia, czy przynależność do PZN osób, które chcą podjąć otwartą walkę na rynku, ma obecnie sens. Warto przypomnieć, że w latach dziewięćdziesiątych odbyło się spotkanie zarządu omawianej sekcji z ówczesnym dyrektorem biura pełnomocnika ds. osób niepełnosprawnych, który prezentował swój projekt nowego podziału na stopnie niepełnosprawnych. Gdyby nie to spotkanie, dziś każdy niewidomy albo nie mógłby pracować, albo musiałby mieć stopień umiarkowany, a tym samym odebrano by mu dodatek do renty. Sam dyrektor Lach stwierdził, iż on nie wiedział, że są tacy niewidomi o tak wysokich kwalifikacjach i takim wykształceniu. Dodano w wyniku dyskusji artykuł, który ostatecznie pozwolił osobom niepełnosprawnym w stopniu znacznym na pracę. Ale sprawa ciągle powraca, jak było do przewidzenia i od czasu do czasu kwestionowane jest prawo do pracy osoby z orzeczeniem o całkowitej niezdolności do pracy. Ostatecznie zagadnienie sprowadza się do pytania: czy jedna grupa niewidomych może narzucać drugiej takie czy inne rozwiązania. Jeśli jakiś niewidomy chce być traktowany jako ktoś gorszego gatunku, to czy ten, kto jest gotów zrezygnować z przywileju bycia podopiecznym ma prawo narzucać to temu pierwszemu?
Te i inne pytania będą nas dręczyć jeszcze pewnie długo. Ale czas, aby spróbować to jakoś rozwiązać z korzyścią dla wszystkich.